czwartek, 9 stycznia 2014

Wow...

#Kim
Za plecami Amy stał nie kto inny tylko Ashley Purdy we własnej osobie.
-No hej dziewczyny.-Powiedział.
Nie wierzę Ashley Purdy do mnie przemówił..no w sumie ...to do nas ,ale i tak to już coś.
-Hmmm... no to widzę ,że odpowiedzi się nie doczekam. Pożyczycie mi serwetki?
-A oddasz?-Zapytałam patrząc na niego ,ciekawe skąd u mnie taka zuchwałość...
-Dla ciebie wszystko.-Puścił mi oczko.-Fanki?
Spojrzał na moją torbę i walizkę Amy , widniały na nich właśnie ich twarze ... tzn. Całego BVB.
-Tak.-Powiedziała Amy mierząc Ashley'a wzrokiem.
-Andy!Pomóż!Tu są dwie napalone fanki! Aaaa! Andy !Chłopaki Ratujcie!-Zaczął krzyczeć Ash ,a Amy i ja nie wiedziałyśmy co się dzieje.
Po chwili naszym oczom ukazała się reszta zespołu na czele z Andym.
Ash udał ,że doprowadza swoje ubranie do porządku.
-Po prostu się na mnie rzuciły!-Lamentował Ash.
-Tsaaa...dziewczyny sorry za niego .-Odezwał się Jinxx.-Ashley marsz do kąta przemyśleć swoje zachowanie...
Już nie mogłam i wybuchnęłam śmiechem.
-Taaa... 'PANNA OGARNIĘTA' -Amy spojrzała na mnie  i również zaczęła chichotać.
-Co was tak bawi?-Zapytał Andy.
-Wy! - Odpowiedziałyśmy równocześnie.
-Boję się ich.-Powiedział CC do Jake'a.
- Wszystko słyszałam!-Znów równocześnie...hehe CC'emu zaraz oczy z orbit wyjdą.
-To...emm...skoro i tak już wam poprzeszkadzaliśmy to może przysiądziecie się do nas?-Andy spojrzał na nas wyczekująco.
#Amy
-A nie pogryziecie? -Zapytałam patrząc na nich wyczekująco.
-Co to za pytanie?- Jinxx dziwnie się na mnie spojrzał.
-No podobno jakaś fanka z klubu , w którym był wasz koncert wyszła z trzema ugryzieniami.-Wtrąciła się Kim.
Zapadła śmiertelna cisza.
-Za górami, za lasami żyła para z kutasami ! * -Usłyszeliśmy nagle z jednego kąta... wszyscy zdziwieni spojrzeli na Ash'a
-No co ? -Powiedział.-Nudno w tym kącie ....a związki homoseksualne to ciekawy materiał ... można by z tego zrobić piosenkę. Co myślisz Andy ?
-Myślę... że lekarz zrzucił cię na kafelki przy porodzie.-Powiedział wokalista z poważną miną.
-Pffff.
Andy stanął naprzeciw niego ...
-Ty śmiesz na mnie puffać?! -Powiedział i spojrzał na Ashley'a wyzywająco.
-To co ? Na gołe klaty? -Zapytał Ash.
-Mam lepszy pomysł.... Grasz czy pękasz? -Powiedział Andy.
-Błagam chłopaki tylko nie tu! Z następnej knajpy nas wywalą!-Zajęczał Jinxx.
Andy i Ash dalej prowadzili swoją dziwną wymianę zdań.
-A co to jest to "grasz czy pękasz"?-Zapytała Kim ...podejrzewam ,że CC'ego ,ale nie byłam pewna bo siedziałam do niej plecami.
-Nie chcesz wiedz....
-Ja chętnie ci pokaże!-Podchwycił temat Ashley.
-Spoko.-Powiedziała "Panna Ogarnięta"
Ash podszedł do niej i położył rękę na brzuchu.
-Grasz czy pękasz?
-Gram-Odpowiedziała
Ash przesunął rękę wyżej.
-Grasz czy pękasz?
-Gram.
Ręka wędrowała dalej.
Wszyscy wstrzymali oddech.
Chyba załapałam o co w tym chodzi ... dziwię się ,że Kim jeszcze nie powiedziała ,że pęka... to nie w jej stylu.
Ręka basisty była już bardzo blisko ... wiecie ...stanika.
Grasz czy pękasz? -Zapytał ...chyba po raz ostatni.
-Ok ! Ok! Pękam ! Zabieraj łapy!
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Kurwa !Czemu wszystkie pękają w tym momencie?!- Żalił się Ash.
W końcu przeniosłyśmy się do ich stolika.
Krótko po tym przyszło nasze zamówienie.
Nawet nie miałam pojęcia ,że z takimi gwiazdami można normalnie rozmawiać... no w sumie z Brides'ami nie rozmawiało się normalnie...ale i tak fajnie.
Tylko czemu Kim cały czas gapi się w telefon?
No i tak na gadaniu zleciało nam 5 godzin ...bo co innego mogliśmy robić?
-Idziemy na miasto! -Wypalił nagle Andy
-Taak! Ja muszę zapalić! -Ocknęła się Kim.
Andy spojrzał na nią ...
-Pijonaaaa! Ja też.-Wyszczerzył się do niej.
Przybili "piątkę".
-Hmmm ...Mi się nie chcę ruszać tyłka... -Marudził Ash.
-Ja zostaje.-Powiedziałam.
-Oooo!  To ja dotrzymam pannie różowowłosej towarzystwa!-Wykrzyknął Ash i przysiadł koło mnie.
-Ok... jak chcecie.-Powiedział wokalista.
#Kim
Wyszliśmy z Andym na zewnątrz.
-Kurfaa! Nie wzięłam zapalniczki ... zaraz wracam.-Uśmiechnęłam się słodko co nie było raczej w moim stylu.
-Czekaj... ja mam !-Krzyknął za mną.
-Okii .-Wróciłam się.
Hmm...jak się okazało w zapalniczce skończył się gaz.
-Trudno, zapalimy od mojego.-Powiedział ze śmiechem Andy.-To się nazywa mieć pecha.
Wzięłam szluga do ust i zbliżyłam do szluga wokalisty.. naprawdę nie mam pojęcia dlaczego go nie wyciągnął.
Zaciągnęłam się i ... udało się!
-Od dawna palisz? -Zapytał.
-Odkąd skończyłam czternaście lat.
-Wow nieźle!
-Heh ... wiem.
Gadaliśmy paląc papierosa za papierosem...w sumie spaliliśmy jakieś cztery szlugi.
-Hmm...może chodźmy zobaczyć Pan Purdy jeszcze żyje...
-Hahahah .-Wybuchnął śmiechem Andy.
-No co? -Spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Nic nic ...hehe ,mów na niego Ash.Czemu boisz się o heh "Pana Purdy'ego"?Ja bym się bardziej martwił o twoją przyjaciółkę.
-Oj raczej  nie ....zaraz zobaczysz....
-Wróciliśmy!-Obwieścił chłopak podchodząc do stolika.
Ash siedział trzy metry od Amy.
-Andy! Zabierz ją! Ona jest straszna!-Lamentował Ashley.-Walnęła mnie w mój kudłaty łepek ... Iiiiiii ....to ...bolało!
-Hahaha.Mówiłam! -Zaśmiałam się i spojrzałam na Andy'ego.
-No dobra ...wygrałaś- Odpowiedział.
-Ale to jak go jebła ...to było mocne-Wspominał CC.
-Ok Devianty ..my się zbieramy na lotnisko zobaczyć co i jak...-Powiedziała Amy.
-Idziemy z wami... dotrzymamy wam towarzystwa!-Zerwał się CC.
-Niezły pomysł.-Przyznał Jinxx.
-Postanowione! Wykrzyknął Ash i podszedł do Amy.-Wybaczę ci ten jeden raz kotku.-I przytulił ją.
-Pfffffff -Amy udała oburzoną.
-Ale spontan.-Powiedziałam ,a Ash strzelił mi "mordercze spojrzenie"
Chłopcy byli tak mili i zapłacili za nas.
Po chwili byliśmy już w drodze na lotnisko.
Strasznie fajnie było pokazać się na mieście ze sławnymi muzykami, którzy w dodatku niosą ci walizkę...ok to było trochę egoistyczne... zaśmiałam się pod nosem.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
* By Koopecka <3  No i macie kolejny rozdział...standardowo prosimy o opinię w postaci komentarzy :D Mamy nadzieję ,że się podobało :)

wtorek, 7 stycznia 2014

Niespodzianka...

Od razu na wstępie chciałabym w imieniu nas obu podziękować za obserwacje :* Jesteście kochani.
Ale tak naprawdę to my nie wiemy czy pierwszy rozdział wam się podobał, ponieważ nie było ani jednego komentarza.Więc mamy do was prośbę ... czytasz =  komentujesz ,bardzo nas to motywuje i z góry dziękujemy :D Zapraszam na kolejny rozdział...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
#Amy 
-To o czym chciałaś gadać?-Zapytałam Kim.
-Eeee... może jednak przełóżmy tę rozmowę na później.-Powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.-Spakowana?
-Taaak!
-Dziewczyny! Auto po was!-Usłyszałyśmy moją matkę z zewnątrz.
Zaczęłyśmy chichotać jak takie idiotki.
-Jedziemy do Los Angeles!-Piszczała Kim.-Ok ,może lepiej już chodźmy.
Wyszłyśmy przed dom z walizkami i zaczęłyśmy pakować nasze zacne tyłki do auta.
-Amy!-Usłyszałam za sobą.-Z mamą się nie pożegnasz? 
-No przepraszam.-Zrobiłam dzióbek do osoby potocznie zwanej moją mamuśką i przytuliłam się do niej. 
-Ok ,mamo puść...mamo dusisz! Mamo! No proszę cię !
-Cicho siedź.
-Ok,leć bo się spóźnicie.-Powiedziała w końcu i zmierzwiła mi włosy.
-Paaa! Kocham cię!-Krzyknęłam zamykając za sobą drzwi samochodu.
-Ja ciebie też! Trzymaj się! I zadzwoń jak Wylądujecie!
Auto ruszyło.
#Kim
-Z mamą się nie pożegnasz?Hahah.-Zaczęłam wkurzać Amy, przez co oberwałam palcem w żebro.
-Ałććć! Przestań.-Syknęłam.
-To się nie zaczynaj.-Odpowiedziała ze śmiechem i wytknęła na mnie  język.
-Jak dziecko.-Skomentowałam i jebłam "Face Palm" z głośnym plasknięciem.
-Ha ha ha i kto to mówi?
-Cięta riposta milordzie.-Powiedziałam i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
                                                  * Na Lotniku*
-Jeszcze tylko pięć godzin i będziemy w LA.-Wyszczerzyłam się do Amy.
-Taaa...-Ziewnęła.
Spojrzałam na nią krzywo.
-No co?Wywalili mnie z łóżka.-Broniła się...
-Ech...pójdę lepiej zorientować się co i jak.
-Powiedziała jak zwykle " Panna Ogarnięta... -Skomentowała " Panna Śpioch"
Potrząsnęłam zrezygnowana głową i zaczęłam iść w stronę informacji... przynajmniej tak mi się wydawało...
#Amy
Oklapnęłam na niewygodne,plastikowe krzesełko i czekałam na Kim.
Nudziło mi się ,więc postanowiłam posłuchać muzyki.Wyciągnęłam słuchawki z torby.
-Kurwa.-Były całe poplątane.
Męczyłam się trochę nad nimi ,ale w końcu zrezygnowałam.
Po chwili ,koło mnie usiadła nieźle wkurwiona Kim.
Nawet wolałam nie pytać co się stało.
-Hmmm? -Spojrzałam na nią.
-Dobre czy złe.-Mruknęła.
-Na początek dobre.-Powiedziałam.
-Posiedzimy tu jakieś 10 godzin.-Tak... ta wieść była przepełniona optymizmem.
-Ja pierdole ...dawaj złą.
-Samolot może wgl nie przylecieć...
Żadna z nas nie odezwała się przez następne dwadzieścia minut.
-I co teraz?- W końcu przerwałam ciszę.
-Szczerze? To nie wiem.-Szepnęła Kim.
-Wow!-Zaczęłam się śmiać.
-Co? -Spojrzała na mnie jak na idiotkę z domu bez klamek.
-No... Bo... Hahahaa...
-Wykrztusisz to czy nie?-Mruknęła Kim.
-Heh no ok ...."Panna Ogarnięta nie wie co robić ...to trochę dziwne ,nieprawdaż? 
-Taaa...ok dosyć , samolot będzie za jakieś dziesięć godzin albo w ogóle ... idziemy na miasto !
-Hehe. Dobry pomysł! Panna Ogarnięta wróciła!-Zaśmiałam się i wstałam łapiąc za walizkę.
Wyszłyśmy z budynku i skierowałyśmy się w stronę ... chyba jakiejś kawiarni,ale tego nie byłam stuprocentowo pewna.
-Hmm... Mam ochotę na lody.-Powiedziałam i spojrzałam na Kim ,która dusiła się ze śmiechu.
-Zboczeńcy wszędzie.-Mruknęłam i otworzyłam drzwi do kawiarni.
Wnętrze budynku ,było większe niż się spodziewałam.
-Chodźmy coś zamówić.-Kim pociągnęła mnie w stronę lady.
Chwilę namyślałyśmy się co wybrać ,aż w końcu ja wybrałam moje wymarzone lody, a "ten zboczeniec" wziął mrożoną kawę.
-Życzą sobie panie ,aby to zanieść na górę ?
-Pewnie.-Powiedziała Kim,zanim zdążyłam się odezwać.
Weszłyśmy na "górę" po kręconych schodach.
Oczywiście jak zwykle ja musiałam wybrać stolik...bez tego by się nie obeszło.
Siedziałyśmy i czekałyśmy na nasze zamówienie.
Kim cały czas gapiła się w ekran telefonu.
-Co jest?-Zapytałam.
-Co? A nie, nic.-Odpowiedziała wyrwana z zamyślenia.
-Wiesz ,ludzie zazwyczaj nie próbują telepatycznie porozumiewać się z telefonem.
-Naprawdę ,nic mi nie jest.-Powiedziała i sztucznie się uśmiechnęła.
-Yhymm...
Patrzałam na nią i nie wiedziałam co powiedzieć, jej oczy były teraz wielkie jak pięciozłotówki.
-Co?-Zapytałam.
Odwróciłam się i własnym oczom nie wierzyłam, za mną stał....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hehe ... jak myślicie kto to? No to macie kolejny rozdział, proszę o to samo co na wstępie -Komentujcie :D



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Początki są trudne...

#Kim
Jejuu! To już dzisiaj!
Hmmm...co by tu jeszcze zabrać...
Właśnie pakuję walizkę ,za pół  godziny mam transport do Wawy ...do Amy.
Całej szafy niestety wziąć nie mogę...szkoda.
-A chuj z tym!- Powiedziałam i zaczęłam ślepo wrzucać rzeczy do walizki.
-Czy ja zawszę muszę odkładać najważniejsze rzeczy na ostatni moment?...Cała ja.
Pobiegłam sprintem do łazienki i zgarnęłam całą kosmetyczkę ,nawet nie przeglądając zawartości.
Wrzuciłam ją do walizki i zaczęłam ją zapinać ,gdy nagle coś mi się przypomniało... Muszę wziąć jakieś buty! Huehue I'm Einstein.W czarnej walizce wylądowały ...czarne glany i japonki.Trampki zostawiłam sobie na drogę.
-Kim! Gotowa?!-Usłyszałam z dołu głos mamy.
-Tak! Już idę!-Wydarłam się i zaczęłam skakać po walizce próbując ją zapiąć.
-Emmm...Pomóc ci?-Usłyszałam cichy głos.
Podniosłam głowę i zobaczyłam mojego kumpla... Nikodema.
-Hey..Uśmiechnęłam się do niego.-Jeśli nalegasz.
-Usiądź na niej.-Powiedział i  odwzajemnił uśmiech.
Posłusznie usiadłam na walizce.
Czerwonowłosy chłopak jednym ,sprawnym ruchem ręki ją zapiął.
-Muszę lecieć na dół...mama mnie wołała.
-Idę z tobą.-Powiedział.
-Tak? -Zapytałam wchodząc do kuchni.
-Za pół godziny masz busa.-Powiedziała i wytarła łzę.
-Nie wierzę ,że już uciekasz mi z domu.
-Oj mamo... przestań-Spojrzałam na nią.-Już to przerabiałyśmy.
-Ale ...czemu mnie zostawiasz? -Zapytała ze łzami w oczach.
-Proszę nie płakać ,przecież ona wróci.-Odezwał się Niko.
Mama spojrzała na niego krzywo.
-To ty nic nie wiesz? Ona wyjeżdża na stałe.
Niko spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-Czy to prawda?!
Nie odezwałam się.
-Zamierzałaś wyjechać na stałe i nic mi o tym nie powiedzieć?! -Chłopak rzucił mi pogardliwe spojrzenie i zaczął iść w stronę drzwi.
Dogoniłam go przy furtce.
-Niko ! Czekaj!
-Na co?! Aż wrócisz?! Sorry ale nie jestem naiwny.-Powiedział i strząsnął moją rękę ze swojego ramienia.
-Ale...
-Wiesz co?! Powiem ci skoro i tak już wyjeżdżasz. Kocham cię!-Powiedział i zatopił swoje usta w moich.Nie opierałam się.
Mama wystawiła moją walizkę na zewnątrz i właśnie w tym momencie podjechał bus.
Spojrzałam na Niko i chwyciłam za walizkę.
Nie chciałam płakać...nie teraz, a mimo to łzy już dawno spływały mi po policzku .
Wsiadłam do samochodu i ostatni raz spojrzałam na najlepszego przyjaciela.
-Żegnaj.-Wyszeptałam i w tym momencie auto ruszyło.

#Amy
-Amy !-usłyszałam przy swoim uchu.
Co jest grane ?! Nie dadzą w spokoju ludziom pospać. Zignorowałam to i odwróciłam się dalej spać.
-Amy ! Wstawaj !! Za 20 minut będzie tu Kim , a ty nie gotowa !
Że co proszę ?! Kim ?!?! To już dzisiaj ?!
Myślałam , że wstanę normalnie , ale coś mi się nie udało. Potknęłam się o swoje spodnie leżące na podłodze , wywaliłam się.
-Świetny początek dnia.-mruknęłam do siebie.
-Rusz tyłek milordzie...-usłyszałam
-Moooom please!
-Dajesz , dajesz ...
Nagle usłyszałam swój telefon. Pytanie jest jedno.... Gdzie on do jasnej cholery jest ?! Ha! już wiem ! Po paru sekundach miałam swój telefon w dłoni. Zerknęłam na wyświetlacz , to Kim.
-Halooo.-ziewnęłam do telefonu.
-Haloooo?! Jak ty śmiesz jeszcze spać?!-Zaczęła mnie opierdalać.
-Ciiii ... ja już nie śpię, mama mnie przed chwilą za szmaty z łóżka wywlokła.
-Dobrze ci tak! -Rusz dupę milordzie!
-Co wam dzisiaj odbiło ?-Powiedziałam zaspana.
-A tym razem o co ci chodzi ?
-O tego walniętego milorda !! Ja żadnym milordem nie jestem !-krzyczałam w między czasie ziewałam
-Dobra... nie drzyj japy. Zaraz u Ciebie będę , radzę Ci się ogarnąć.-usłyszałam
Niech to , przecież ja nie dam rady. Czas wstać.
-Łazienkoooo !! Nadchodzę !!!
Wleciałam do łazienki z prędkością dźwięku. Umyłam się , wyszczotkowałam sobie włosy i związałam w kucyk.
-Amy !! Śniadanie !!
-Już idę !!!
Szybko się ubrałam i biegłam po schodach.
-Cholera !!!!-wydarłam się
Nie ma to jak wypieprzyć się na ostatnim schodku. Ałaaa , moja biedna , cudaśna nóżka. Boli !!
-Amy ?!?!?! Żyjesz?!-usłyszałam swoją mamę.
-Nieee , zginęłam , nie żyję , ale poczekaj kilka sekund a zmartwychwstanę.
Zaczęłam chichotać pod nosem , mimo bólu nogi. Mamuśka tylko się na mnie dziwnie popatrzyła.
-Czyli żyjesz.
Ach , nie ma to jak mieć wyjebane i sobie pójść do kuchni. Noga mnie napierdziela , nawet nie wiem czy wstanę. Siedziałam chwilę na podłodze gdy nagle zadzwonił dzwonek.
-Otworzę!!!!-wydarłam się
Nie no mam narąbane... Najpierw , że nie wstanę i wg , a teraz do drzwi lecę jak pojebana. Czyżby to już Kim przyjechała ?Cała uśmiechnięta otworzyłam , drzwi i mina mi zrzedła gdy w drzwiach zobaczyłam.... LISTONOSZA!!!
-Co jest grane.-zapytałam listonosza.
-No em... Wie pani przyniosłem pocztę.-powiedział zdezorientowany.
-Nie gryź tego kabla !!!!!!!!!!!!-wydarła się moja mama
-Ma pan coś jeszcze? Oprócz poczty ?-zapytałam znudzona.
-Niee.. Proszę i do widzenia.-powiedział i odszedł.
W końcu zamknęłam drzwi i odeszłam kawałek od nich. Weszłam do kuchni i zaczęłam się śmiać. Moja mama stała na szafce z miotłą i próbowała odgonić mojego chomiczka od kabla , który już był lekko nadgryziony.
-Weź tego szczuraaa!!!!!
-Mamo.... to chomik a nie szczur.-powiedziałam.
Przez kilka minut próbowałam złapać mojego chomika. Moja mama posługiwała się oczywiście miotłą , bo nie znosi chomików. Razem z mamuśką przyjmowałyśmy dziwne pozycje.
-Amy ???-usłyszałam
W drzwiach do kuchni stała Kim.
-Co ty masz miotłę w tyłku ??-zapytała z dziwną miną.
-Niee , czemu tak myślisz? I jak ty się tu znalazłaś?
-Nie no jesteś w dziwnej pozycji , razem z mamą. No i pytasz jak się tu znalazłam? Nikt mi drzwi nie otwierał , więc postanowiłam sama wejść do domu , drzwi były otwarte.
Nie no genius ze mnie. Chomik całe szczęście był w mych silnych ramionach , nikt go nie skrzywdzi. Chyba , że Kim go dorwie i zgwałci...
-A tak wg to hej mysiu pysiu.-rzuciłam się na Kim
-No hey hey , pyciu pyciu. Musimy porozmawiać....
O nie....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pierwszy rozdział trochę nudny ...ale jakoś trzeba zacząć :D Piszcie swoje opinie :) Niedługo powinien pojawić się kolejny rozdział :) 

niedziela, 5 stycznia 2014

No heeeey :D

Siemka wszystkim ^^ Właśnie zakładam nowego bloga razem z Elizabeth :) Niedługo pojawi się pierwszy rozdział. Liczymy ,że się spodoba :>