----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
#Kim
-Czy pan do cholery jasnej żartuje?! To moja dziewczyna! Jestem za nią odpowiedzialny i muszę tam wejść! Rozumiesz?!-Usłyszałam ...chyba Andy'ego.
-Nie może pan tam wejść ze względu na Amy Black. Jej stan jest krytyczny i nikt nie może tam wejść. Czy pan to rozumie?-Mówił lekarz z naciskiem.
Otworzyłam oczy. Trochę bolała mnie głowa i miałam rękę w gipsie.
Andy chyba nic sobie nie zrobił z zastrzeżeń lekarza, bo usilnie próbował przedostać się do drzwi....zaraz! Amy...stan...że jaki?!
Z przerażeniem przekręciłam głowę i spojrzałam na drugi koniec białej sali.
Zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę bladą jak ścianę podłączoną do jakichś cholernych rurek z pikadełkiem.
Niepewnie wstałam z łóżka.
Musiałam złapać się oparcia, żeby się nie przewrócić.
Chwiejnym krokiem podeszłam do łóżka na końcu sali.
-Amy.-Szturchnęłam ją. Cisza...
-Amy!-Prawie krzyknęłam.
Upadłam na kolana przy jej łóżku.
-Amy...-Szepnęłam znowu i poczułam łzy na policzku.
#Andy
Nie słuchałem tego starego debila tylko wbiegłem do sali nr.15
Zatrzymałem się na widok Kim zwiniętej w kłębek przy łóżku Amy.
-Kim.-Podszedłem do niej powoli.Nie wiem czemu cofnęła się pod ścianę.
Spojrzałem na Am. Była nieprzytomna, jej skóra w ogóle nie kontrastowała z białą kołdrą.
-Kim.-Szepnąłem znowu.-Wróć do łóżka.
Pokręciła głową.
-Proszę.-Dodałem.
Dopiero chyba to poskutkowało. Spróbowała wstać, ale potknęła się i upadła.
Zaniosłem ją do łóżka i usiadłem obok.
Nagle do sali wparował Ash. Spojrzał na nas, potem na Amy i podbiegł do niej.
Bez słowa usiadł na jej łóżku i zakrył twarz dłońmi... nie dziwiłem mu się.
Ale to chyba pierwszy raz kiedy naprawdę mu na kimś zależy.
Miał skręcony nadgarstek, ja niewielką ranę na brzuchu, Jinxx tylko kilka siniaków , a Jake wybity bark.
Pozbierają się...gorzej z Amy.
Kim spojrzała na Ash'a i zaczęła szlochać.
Przytuliłem ją i siedzieliśmy tak dopóki nie zasnęła.
#Amy
-Heeeej... ja tu jestem!-Próbowałam się odezwać.
-No idioci! Aaaa.... no tak! Przecież jestem umierająca. Hahaha.-Dlaczego mnie to śmieszy?
To dobijające, że nie możesz nic zrobić, choćby dać im jakiś znak. Ale kurwa mogę tylko myśleć...
-Nadal chce mi się czekolady...
Spróbuję otworzyć oczy.
Hmmm...chyba nic z tego. Czy to nie dziwne, że nie czuję swojego ciała?
Chwila... możliwe, że ktoś trzyma mnie za rękę.
Jest! Mogę ruszyć palcem... Hahaha...dziwne, ale dla mnie to sukces.
-Andy!-Usłyszałam Ash'a ...po prostu wiedziałam, że to on.-Ona ruszyła ręką...czułem.
-No nie patrz na mnie jak na idiotę tylko złap ją za rękę!
-Oooo Kurwa.-Szepnął Andy.- Obudzę Kim.
-Nie, zostaw. Niech śpi.
I czym oni się tak jarają?! Jebłabym teraz face palma ... no chwila! Nie mogę! Pieprzyć to...
Nagle jakiś rozległ się jakiś wkurzający dźwięk i krzyk Ash'a.
Potem zrobiło się wielkie zamieszanie...Czy ja umieram? Zawsze mówią, że przed śmiercią jest lepiej.
Czy ruszenie palcem to miało być to lepiej?!
Słuchaj ty tam w górze! Nigdy w ciebie nie wierzyłam i nie mam zamiaru uwierzyć... chyba, że coś dla mnie zrobisz. Chyba się domyślasz czego chcę...prawda?
Pieprzyć to ... sama sobie poradzę.
Jak na zawołanie dźwięk ucichł a ruch wokół mnie się zmniejszył.
Poczułam, że Ash znowu chwyta mnie za rękę.
-Tak się czasami zdarza. Maszyna piszczała bez powodu.-Powiedział... ktoś.
-Tak się czasami zdarza. Maszyna piszczała bez powodu.-Powiedział... ktoś.
...
Możliwe, że odleciałam na chwilę,. Chyba mi lepiej... jeśli w takim stanie można mówić o ...lepiej.
Udało mi się otworzyć oczy...
#Ashley
Znowu poczułem jak Amy rusza palcami spojrzałem na nią i na moim ryju od razu pojawił się banan ...oczywiście w przenośni...
-Amy!- Wydarłem się i zacząłem ją ściskać.
-Eeeeee...Ash-Wyszeptała.-Dusisz...
-Tak...Przepraszam.-Powiedziałem i cofnąłem się.
W tej chwili Kim się obudziła i spojrzała na mnie...potem na Amy.
Jej oczy od razu zabłysnęły.
Poderwała się z łóżka budząc ty Andy'ego.
-Zostawić moje ciastka!-Wydarł się.
Wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę.
-No co? ...Amy!- Powiedział z uśmiechem.
-Hmmm ... No to dziewczyny witamy w Los Angeles.-Wyszczerzył się.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę. Kim sapnęła rozbawiona...nie dziwie jej się.
-Eii! A kto zrobi obiad?! Jestem głodny.-Zajęczałem.
-Ja mogę!-Krzyknęła Kim.
-Nieeeeeeee! Ja nie chcę zupek chińskich na obiad...znowu.-Zaprotestowała Amy.
Nawet mnie to bawiło.
Ale Kim wyraźnie ofochana złożyła ręce i zamknęła się.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem... znowu. Z nimi nie można się nudzić.
Dopiero teraz dostrzegłem wystrój sali. Nie raziła bielą jak inne.Ściany miała biało-brązowe, a przy suficie był wzorek w kwiatki... Słodko.
Spojrzałem na Amy.
Uśmiechała się... jak zawsze, lecz po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy.
Wyprostowała się i w takiej pozycji już została. Chyba nie oddychała.Wstałem przerażony i wybiegłem na korytarz w poszukiwaniu lekarza.
Na szczęście szybko jakiegoś znalazłem.
#Andy
Musiałem odciągnąć Kim od Amy, kiedy lekarz wbiegł na salę z kilkoma pielęgniarkami.
-Nie wyczuwam pulsu.Reanimujemy.-Powiedział opanowanym tonem.
-Amy!- Krzyknęła Kim i zanim zdążyłem ją zatrzymać ,znalazła się koło nieprzytomnej przyjaciółki.
-Proszę ją wziąć na korytarz.-powiedział do mnie facet w białym kitlu.
Prawie siłą musiałem odciągnąć Kim od łóżka Amy.
*Godzinę później*
W tak krótkim czasie przez salę nr 15 przewinęło się już chyba z dziesięciu lekarzy, ale ciągle nie mogliśmy tam wejść. Ciekawe gdzie podział się Ash... nie widziałem go od co najmniej godziny.
Kim w miarę się uspokoiła... w miarę. Teraz siedziała nieruchomo wpatrując się w drzwi sali, cała się trzęsła.
To wyglądało upiornie..istota o czarnych od kredki i siniaków oczach, bladej cerze i krwi cieknącej z kącika ust, siedząca nieruchomo, wpatrzona w jeden punkt.... Chwila! Wróć! Krew...
Spojrzałem na Kim ,a ona na mnie. W tej chwili złapała się za brzuch i zaczęła wymiotować krwią.
Siedziałem jak sparaliżowany i patrzyłem jak wije się po szpitalnej podłodze i brudzi ją bordową krwią...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
To macie kolejny rozdział ^^ Prosimy o komentarze :D
-Hmmm ... No to dziewczyny witamy w Los Angeles.-Wyszczerzył się.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę. Kim sapnęła rozbawiona...nie dziwie jej się.
-Eii! A kto zrobi obiad?! Jestem głodny.-Zajęczałem.
-Ja mogę!-Krzyknęła Kim.
-Nieeeeeeee! Ja nie chcę zupek chińskich na obiad...znowu.-Zaprotestowała Amy.
Nawet mnie to bawiło.
Ale Kim wyraźnie ofochana złożyła ręce i zamknęła się.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem... znowu. Z nimi nie można się nudzić.
Dopiero teraz dostrzegłem wystrój sali. Nie raziła bielą jak inne.Ściany miała biało-brązowe, a przy suficie był wzorek w kwiatki... Słodko.
Spojrzałem na Amy.
Uśmiechała się... jak zawsze, lecz po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy.
Wyprostowała się i w takiej pozycji już została. Chyba nie oddychała.Wstałem przerażony i wybiegłem na korytarz w poszukiwaniu lekarza.
Na szczęście szybko jakiegoś znalazłem.
#Andy
Musiałem odciągnąć Kim od Amy, kiedy lekarz wbiegł na salę z kilkoma pielęgniarkami.
-Nie wyczuwam pulsu.Reanimujemy.-Powiedział opanowanym tonem.
-Amy!- Krzyknęła Kim i zanim zdążyłem ją zatrzymać ,znalazła się koło nieprzytomnej przyjaciółki.
-Proszę ją wziąć na korytarz.-powiedział do mnie facet w białym kitlu.
Prawie siłą musiałem odciągnąć Kim od łóżka Amy.
*Godzinę później*
W tak krótkim czasie przez salę nr 15 przewinęło się już chyba z dziesięciu lekarzy, ale ciągle nie mogliśmy tam wejść. Ciekawe gdzie podział się Ash... nie widziałem go od co najmniej godziny.
Kim w miarę się uspokoiła... w miarę. Teraz siedziała nieruchomo wpatrując się w drzwi sali, cała się trzęsła.
To wyglądało upiornie..istota o czarnych od kredki i siniaków oczach, bladej cerze i krwi cieknącej z kącika ust, siedząca nieruchomo, wpatrzona w jeden punkt.... Chwila! Wróć! Krew...
Spojrzałem na Kim ,a ona na mnie. W tej chwili złapała się za brzuch i zaczęła wymiotować krwią.
Siedziałem jak sparaliżowany i patrzyłem jak wije się po szpitalnej podłodze i brudzi ją bordową krwią...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
To macie kolejny rozdział ^^ Prosimy o komentarze :D