piątek, 13 lutego 2015

Rzygam tęczą

#Amy
Leżałam sobie wygodnie w łóżku szpitalnym, kiedy nagle zauważyłam, że otwierają się białe drzwi. Ehh... Powoli zaczynam nienawidzić biały kolor. W drzwiach zobaczyłam zmieszaną Kim. Z jednej strony cieszyłam się, że przyszła, ale jednak jak sobie pomyślę, że wtedy mnie zostawiła nie dowiadując się co ze mną to trochę mi smutno jest.
-Em, hej Amy. Jak się czujesz?
-Cześć. Jak się czuję? Znacznie lepiej, mam dość tego miejsca.-powiedziałam
-Amy...Jest mi strasznie głupio, że wtedy nie przyszłam ciebie odwiedzić.-tłumaczyła się Kim
Kim zawsze tak ma, że się tłumaczy. Nie ważne co się stało.
-Kim,nie musisz mi się tłumaczyć...
-Ale Amy...
-Weź przestań. Fakt było mi smutno z tego powodu i wg, ale wybaczam ci. Kobieto, w którym ty wieku żyjesz?
Zauważyłam, że Kim lekko się uśmiechnęła. Wzięła krzesło, które stało pod ścianą, postawiła obok mojego łóżka i usiadła. Żadna z nas przez jakiś czas się nie odzywała i to u nas jest bardzo dziwne.
-I czemu nic nie mówisz?-powiedziałyśmy równocześnie
My jak to my zaczęłyśmy się śmiać.
-Ej Kim, a jak tam w domu z chłopakami?-zapytałam ciekawa
-Wiesz... Coś czuję, że nasze psychiki szybko pójdą się walić. Zachowują się jak rozwydrzone dzieciaki.
Po tych słowach zaczęłam się śmiać. Śmiałyśmy się obie przez jakąś chwilę.
-Dobrze, że czujesz się lepiej,
Kim wypowiedziała te słowa, wstała i mnie przytuliła.
-RZYGAM TĘCZĄ!!-usłyszałyśmy po chwili.
Do sali wszedł Ashley, Jake, Jinxx, a także Christian. Ashley podszedł do mojego łóżka, złapał za moją dłoń, pochylił się nade mną i pocałował delikatnie w mój czerwony policzek. A czemu czerwony? Bo zaraz po tym jak wszedł do sali, poczułam ciepło na twarzy. Już dobrze wiedziałam, że się zarumieniłam.
-Kooogoś mi tu brakuuuujeeee.- zaczęłam
-A właśnie... Gdzie Andy?-odezwał się Christian
I po chwili już było wiadomo, gdzie się podziała nasza zguba.
-Nie...mogliście...na...mnie...poczekać? MÓWIŁEM WAM ŻEBYŚCIE ZACZEKALI!!!
Każdy na każdego się popatrzył nie mówiąc przy tym ani słowa, a zmęczony Andy, usiadł na kolanach u Ashley'a, który przed chwilą sobie wygodnie usiadł.
-No heej piękny.-szepnął Andy, ale tak szepnął, że wszyscy to usłyszeli.
-Oj no wiem, że jestem piękny, ale ... Ej chwila! Że co proszę?!
-Rzyyyyygaaaaaaam tęęęęęęęęcząąąąąąą!-odezwała się Kim
-Ja również...-powiedział Jake
-Ja tym bardziej.-szeptał Christian


#Ashley
Jeszcze trochę i normalnie szlag mnie trafi! Od czego są te moje biedne kolana? Żeby sobie na nich siedzieć jak na tronie? Andy może i jest chudy, ale jak siedzi dłużej to nogi zaczynają boleć.
-Długo jeszcze?-zapytałem
Nie usłyszałem odpowiedzi tylko Andy od razy zszedł mi z kolan i poczułem wielką ulgę. Nie wiem czemu teraz tak się po prostu wyłączam. Muszę wyjść na chwilę na zewnątrz.
-Ja zaraz wrócę.
Wstałem z krzesła i skierowałem się prosto do drzwi sali. Wyszedłem i szedłem korytarzem przed siebie. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Tam, w sali gdzie leży Amy, tak nagle jakoś straciłem humor, jejku co się ze mną dzieje? Byłem tak zamyślony, że wpadłem na pielęgniarkę.
-Przepraszam panią bardzo.-powiedziałem.
-Następnym razem niech pan uważa i patrzy gdzie idzie.
Wyszedłem na zewnątrz i rozejrzałem się za jakąś wolną ławką żebym mógł usiąść. Gdy tylko zobaczyłem w pobliżu ławkę, poszedłem tam i usiadłem. Nie wiem czemu zacząłem rozmyślać o tym wypadku. Co w ogóle się stało?
-A dobra, było minęło.-powiedziałem do siebie.
Wstałem i wróciłem do szpitala, wyszedłem jakiś przybity, a wróciłem z lekkim uśmiechem na twarzy. Musiałą to być chwila słabości.Wszedłem do sali Amy i poczułem na sobie oczy wszystkich.
-Ym... mam coś do twarzy?-zapytałem
-Nie skądże.-usłyszałem w odpowiedzi.
-Amy za parę dni wychodzi.-powiedziała uśmiechnięta Kim
-O super!!
O kurczę, trzeba szybko pokój dla niej przygotować.
-No a my zaraz spadamy do domu.-rzekł CC
-No a jaw końcu sobie pośpię.-zaśmiała się Amy
-To podnosimy dupeczki!
Niechętnie wstałem z krzesła, każdy pożegnał się z Amy mówiąc, że jutro się zobaczymy. Ja zostałem na koniec, kiedy wszyscy wyszli z sali, sam na sam z Amy. Patrzyliśmy sobie w oczy nic nie mówiąc.
-Coś się stało?
-Masz piękne oczy...
Amy się słodko zarumieniła
-Dzię-dzięku-je
-Za prawdę się nie dziękuje. A teraz wybacz mi, ale muszę iść bo kretyni pojadą beze mnie
-Idź, idź.
Pochyliłem się nad nią i ... Pocałowałem ją. Bez problemu odwzajemniła pocałunek. Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem. Spojrzałem jej w oczy, miała w nich coś takiego innego, one były takie... tajemnicze.
-Leć już.-zaśmiała się
-Do zobaczenia.-powiedziałem i wyszedłem.
#Christian
Wyszliśmy na zewnątrz na parking i czekaliśmy na Ashley'a. Menda długo się żegna z Amy, coś tu się święci. Nie wiem co, ale ja się kurczaczki dowiem co się wydarzy. Czuję, że to na zwykłej znajomości się nie skończy. Ten wzrok Purdy'ego gdy patrzy się na Amy jest całkiem inny niż taki, którym gapi się na plastikowe blondysie.
-Ash już idzie.- wyrwała mnie z zamyślenia Kim.- Okej w takim razie ja biorę motor, ktorym przyjechałam, a wy jedzcie po jakieś zakupy to zrobię coś na kolacje.-powiedz​iała i odeszła w stronę motoru. O matko.. Nasza piątka w jednym sklepie to będzie masakra.
-Ładować dupy i jedziemy!- odezwał się Andy.
Za kierownicą miałem być JA , najlepszy kierowca w Los Angeles. Ale nie. Bo wielce dobry tatuś Jinxx'uś będzie prowadził. Ależ to nie sprawiedliwe. Andy usiadł z przodu jako pasażer a reszta do tyłu. Jeju i ja mam siedzieć koło Ashley'a, przecież on mi jeszcze coś zrobi. Albo i nie, nie wiem już, poczekam i zobaczę ha!

**kilkanaście minut później**

Kiedy tylko weszliśmy do sklepu razem z Biersack'iem dorwaliśmy wózki i zaczęliśmy się wozić. Ludzie durnowato się na nas patrzyli, ale zbytnio nie przejmowaliśmy się nimi.
-CC!-usłyszałem.​- Do mnie z tym wózkiem.-nakazał​ Jinxx
Ferguson zaczął ładować do wózka jakieś warzywa.
-No niee...-jęczał Jake.- Tylko nie too. Nie rób nam tego.
-Ty, tyy. Trzeba w końcu zacząć się dobrze odżywiać a nie tylko fast foody.
Zostawiłem mu ten wózek niech sobie z nim robi co chce, ja idę poszukać Andziulka. Tylko pytanie gdzie on polazł ? Skierowałem się w dział alkoholu, ale tam był tylko Purdy.
-Ej Ash! Nie widziałeś Andy'ego?
-On gdzieś tam polazł.-wskazał mi palcem, ale nie bardzo ogarnąłem, w którą stronę bo Ash nawet nie spojrzał na mnie tylko od razu gdzieś machnął ręką. Najwyżej trochę sobie pochodzę. Przeszedłem kilka metrów i zauważyłem jak ładował chipsy do wózka.
-Ha! Dostaniesz pewnie zjebę od Jinxxa.-zaśmiałe​m się
-Niby dlaczego?
-Nasz 'ojczulek' do wózka ładuje same 'zdrowe rzeczy' , więc nie bardzo wiem jak potraktuje ciebie z tymi chipsami i...-zajrzałem do wózka- tyloma słodkościami.-do​kończyłem patrząc na niego.
-No co się tak patrzysz?
-A co nie mogę? Dobra chodźmy już bo pewnie Jinxx już przy kasie.
I jak tylko poszliśmy tam, zauważyliśmy reszte ekipy jak dają towar na taśmę. Jake wydawał się jakiś taki...blady.

#Jake
Dosłownie w ciągu kilku minut spędzonych w sklepie coś źle się poczułem, było mi bardzo duszno. Chciałem jak najszybciej wyjść ze sklepu, ale duża ilość osób, która była przy kasie uniemożliwiała mi to. Zauważyłem w końcu, że CC mi się przygląda aż wreszcie podszedł do mnie.
-Jake? Wszystko w porządku?-złapał​ mnie za ramię i zapytał.
-Nie, nie jest w porządku. Coś źle się czuję.
-Nie dość, że słychać że źle się czujesz to i widać z daleka. Chłopie ty jesteś cały blady!
-Chłopaki, ruszać tyłki trzeba szybko Jake'a zawieźć do domu.-zakomunikował CC
W ciągu kilkunastu minut byliśmy w drodze do domu...


_____________________________________________________________________
No cześć Miśki ! ^.^ Bardzo przepraszamy , przepraszamy i przepraszamy, że tak późno jest dodany powyższy rozdział. Ale jak wiadomo, nie ma za wiele czasu... szkoła, nauka i inne zajęcia. Ale... Jak widać wróciłyśmy z nowym rozdziałem i mamy nadzieję, że Wam się podoba ^^ Do następnego Kochani ! <3

~Elizabeth.

sobota, 20 września 2014

Co to kurwa jest...?!

#Andy
Po chwili dałem sobie spokój z tym włącznikiem i odpaliłem zapałkę a przede mną... A przede mną pojawiła się dziewczynka wisząca w powietrzu. Była cała blada w białej sukience, która zakrywała jej nogi po same kostki. Jej oczu praktycznie nie było widać, widoczne były tylko dwie ciemne plamy, w miejscu, w którym powinny tkwić gałki oczne. Usta, które powinny być lekko czerwone lub blado różowe były całkowicie pozbawione koloru. Jej włosy były kruczoczarne posklejane dziwną czerwoną substancją przypominającą krew. Stałem jeszcze tak chwilę patrząc na nią jak zahipnotyzowany, gdy nagle usłyszałem jak przemawia.
-Zjem cię! Ty... ty pizdokleszczu , mopie jebany ty! Uczesałbyś się w końcu a nie! Do fryzjera idź cioto! Ta wiadomość z jej ust mnie bardzo zaskoczyła. To było bardzo dziwne. Ona wygląda na bardzo straszną 'osobę', ale jak widzę to ma niezłe poczucie humoru. Ja jak to ja w ogóle się nie odzywałem, a ona ciągle wisiała w powietrzu. W ogóle co mnie ciągnęło do tej cholernej piwnicy?
-Andy!-usłyszałem.
-Czego chcesz lamusie?-odkrzyknąłem do Jake'a
-Weź przynieś z piwnicy z tej dużej zamrażarki 3 pizze bo jesteśmy głodni!
Do cholery jasnej, a kim ja jestem? Jakąś służącą czy co? W dodatku to 'coś' nie dawało mi możliwości przedostania się w głąb piwnicy. Szczerze? To nawet jej się nie bałem. Fakt ta dziwna substancja na jej kruczoczarnych włosach wyglądała jak prawdziwa krew. Chciałem jej dotknąć , ale potknąłem się o własną nogę i runąłem w dół po schodach do piwnicy. -Brawo Biersack!-krzyknąłem sam do siebie.
-Andy! Nic ci nie jest ?!-usłyszałem głos Kim.
-Aaaaaaaaaaa!! Co to kurwa jest ?!-krzyknęła widząc wiszącą w powietrzu małą dziewczynkę. W pięć sekund znalazłem się przy niej.
-Teraz ja zapytam... Nic ci nie jest?- spojrzałem na nią rozbawiony. Ale ona chyba nie wyglądała na zadowoloną, a tym bardziej rozbawioną.Zmierzyła mnie wzrokiem od stóp po czubek mojego kudłatego łba.
-Coś nie tak?- zapytałem patrząc w jej piękne oczy...Chyba zaczynam świrować.
-Sprawdzam czy nic sobie nie zrobiłeś głupku! Czasami po prostu troszkę uważaj.-ochrzaniła mnie. Nie ma to jak zostać zjebanym przez dziewczynę... Po raz kolejny- Brawo Biersack! I co by jej tu odpowiedzieć?
-Hmmm...Czy ty się o mnie martwisz?- zapytałem składając ręce i oparłem się o ścianę.
-Ani trochę.-stwierdziła.- Narobiłbyś tylko kłopotów gdybyś padł tu trupem. Odwróciła się i zaczęła wchodzić na górę. Szybko złapałem ją za rękę...to było dziwne, tak jakby nie zależało ode mnie. Kim obróciła się i spojrzała na mnie pytająco.Znowu spojrzałem jej w oczy i przyciągnąłem do siebie.Kilka sekund później wpiła się w moje usta...Skąd u niej ta śmiałość?
-Andy! Kurwa no my tu zdychamy z głodu, a ty sobie romansujesz?- odezwał się Jake stojący na szczycie schodów.Zacząłem iść w stronę kuchni, pociągnąłem Kim za sobą i mijając Jake'a mruknąłem.
-Skoro zdychasz z głodu to przynieś sobie tą cholerną pizzę. Mam lepsze rzeczy do roboty.-Jake rzucił mi porozumiewawcze spojrzenie i poczłapał w dół.
#Jake
Wkurzony zszedłem do ciemnej piwnicy po cholerną pizzę. Już wyjmowałem ostatnią pizze gdy trzasnęły drzwi. Odwróciłem się szybko , ale nic nie zauważyłem bo było ciemno. Ręką wymacałem latarkę i poswieciłem w stronę drzwi.
-Chłopaki? To wy?
Odpowiedziała mi cisza. Ale coś mi tu nie pasowało. A mianowicie....
DZIEWCZYNKA ZNIKNĘŁA
Ja myślałem , że ktoś sobie jaja robi i ktoś ją zawiesił. A jej... tu teraz nie ma. Zostałem sam w ciemnej piwnicy.
-Pierdole te pizze.-powiedziałem i pobiegłem po ciemku w stronę schodów. Już byłem tak blisko drzwi gdy coś mnie zatrzymało. Usłyszałem jakby ktoś coś na dole jadł.
-Nosz kurwa co jest?!- zacząłem panikować,ale po chwili stwierdziłem, że jestem idiotą i w miarę ogarnięty zacząłem schodzić po schodach.
Na ostatnim stopniu przystanąłem i zacząłem nasłuchiwać, to "coś" też ucichło.
Ostrożnie zacząłem zbliżać się do pomieszczenia, w którym trzymaliśmy pizzę... No tak mamy ogromną piwnicę.
Szybkim ruchem zapaliłem światło i to co zobaczyłem zapamiętam chyba do końca życia..
-Co ty odpierdalasz?! Mózg ci do końca wyparował? Chcesz, żebym zawału dostał?!
-Oj no spokojnie staruszku, byłem głodny... Kurwa! Nie krzycz na mnie! - wydarł się Ash i dalej beztrosko wpierdalał swoją pizzę.
-Dogadaj się z idiotami.. - mruknąłem i wyciągnąłem z lodówki towar w postaci pizzy.- Nie wiesz co się stało z Anią?
-Anią? - Ash spojrzał na mnie pytająco.
-No z tą lalką, którą straszyliśmy naszego Andusia..
-Nie wiem... Kooooot! - spojrzałem w stronę, w którą pobiegł ten debil, ale już zniknął w kolejnym pomieszczeniu.
Westchnąłem i ruszyłem na górę.
-Ei idioooci! Mam pizze!- krzyknąłem i zacząłem odliczanie.
3...2...1...
-Jaake! - pierwszy przyleciał CC. Swoją drogą niezły apetyt, jak na takiego chudzielca.
Po chwili przyszedł nawet Andy z Kim.
-Chcecie? - zapytałem. Kim długo się nie zastanawiała, złapała jeden kawałek i odwróciła się do Asha, który w tym momencie triumfalnie wkroczył do kuchni niosąc czarnego, jak węgiel kota. Jak tak dalej pójdzie to go zdusi.
-Ash mogę pożyczyć twój motor? Jaki słodziak! Chciałabym jechać do Am- zapytała robiąc słodkie oczka.
-Nie! - zaprotestował robiąc wielkie oczy, on nikomu nie pożycza swojego motoru.- Poza tym przecież i tak niedługo do niej jedziemy.
#Kim
-Ale ja chcę jechać sama, to moja przyjaciółka i... Chcę jechać sama, więc pożycz mi ten cholerny motor!-chyba przegięłam, bo Ash trochę się wystraszył i upuścił kota, który przerażony spieprzył z kuchni w trybie natychmiastowym.
-Od dzisiaj się ciebie boję. - powiedział i z ociąganiem wyjął kluczyki z kieszeni.- Tylko błagam cię! Ostrożnie!
-Tak, tak- rzuciłam w pośpiechu i wybiegłam z domu chwytając po drodze skórzaną kurtkę Andy'ego... Chyba za bardzo przyzwyczajam się do ich rzeczy.
Jazda na motorze była tak przyjemna, że postanowiłam oszczędzać kasę na ewentualny zakup podobnej maszyny, ale to chyba w bardzo odległej przyszłości.
W kilka minut znalazłam się przed szpitalem, a po kilku kolejnych stanęłam przed drzwiami do sali Amy.
Nie chciałam tu przyjeżdżać, nienawidzę patrzeć jak bliskie mi osoby otacza ta charakterystyczna biel, nienawidzę jak są podłączeni do różnych pikadełek, nienawidzę tej bezradności.
Wzięłam kilka głębokich wdechów i pchnęłam białe drzwi.
--------------------------------------------------------
Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Błagam nie bijcie! ;-;
Wiem, że dawno, dawno nie wstawiałyśmy niczego, ale tak jakoś wyszło ;/
Mam nadzieję, że jeszcze o nas nie zapomnieliście Kochani Czytelnicy... Możemy na Was liczyć?
Mam dobrą wiadomość! Teraz rozdziały będą pojawiały się częściej i nie będziecie musieli czekać na nie cztery miesiące...
Mam jeszcze dodatkowe informacje .-. A mianowicie, jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych notkach to proszę o kontakt na moim lub Lizzy GG 49540719 (moje) 13740078 (Lizzy). Na GG możecie śmiało pisać, bo nawet jak mnie nie ma to jestem xD i na pewno odpiszę, Lizzy też prawie zawsze jest.

niedziela, 4 maja 2014

Yyyy...

#Amy
Obudziłam się z niesamowitym bólem głowy. Chciała bym dostać jakąkolwiek tabletkę, ale chyba to nie będzie możliwe. Leżałam sama na sali, która była CAŁA biała. Nie było nic, a nic kolorowego. Miałam nadzieję, że przyjdzie ktoś mnie odwiedzić. Cały czas leżałam, w ogóle nie mogłam się ruszyć. Miałam podłączonych do siebie kilka kroplówek. Nawet nie wiem co się dzieje z Kim. Nikogo tu nie ma, nie ma Kim, nie ma Ashley'a. Czy oni... zapomnieli o mnie? Olali? Zostawili samą? Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Kim to moja najlepsza przyjaciółka, ona by tego mi nie zrobiła. Brakuje mi jej teraz. Czuje się w tym momencie samotna i opuszczona. Chciała bym się do kogoś przytulić. Spojrzałam na okno by zobaczyć jaka pogoda. Oczywiście słońce grzeje. Nagle usłyszałam, że otwierają się drzwi do sali. Do sali wszedł Christian. Oł, co on tu robi?
-Em... Hej Amy. Jak się czujesz?-pytał CC
-Jak się czuję? Do dupy.-powiedziałam smutnym głosem
Nastała cisza. Kurcze nie wiem o czym mam rozmawiać z Christianem.
-Gdzie reszta?-zapytałam
-Ashley śpi, cały czas siedział przy tobie, Andy właśnie zabrał Kim do domu. A że nudziło mi się to wpadłem ciebie odwiedzić.
Całkiem miło z jego strony. Tylko teraz zabolało mnie to, że Kim do mnie nie przyszła. Momentalnie na policzkach poczułam łzy. Chciałam szybko je wytrzeć, ale CC je zauważył. Kurcze.
-Amy... Czemu płaczesz?
-Ja.. nie ja nie płaczę, coś do oka mi wpadło.
Widać było, że CC'ego nie da się okłamać, a poza tym to ja nie umiem kłamać.
-Amy, powiedz prawdę.-nalegał.
-CC... no bo.. ech. Mam wrażenie, że mnie olewacie. Nikt nie przychodzi, nawet Kim nie przyszła do mnie choć na chwilę.


#Christian
Kiedy Amy mi mówiła czemu płacze aż szkoda mi się jej zrobiło. No to prawda Kim chociaż mogła przyjść na minute, zobaczyć co z Amy, jak się czuje i w ogóle. A tu co? Cisza. Tylko ja przyszedłem.
-Ashley był by tu, ale on siedział wczoraj tutaj długo i zmęczony jest.
Po tych słowach do sali wszedł Ashley.
-To co, że jestem zmęczony.-mówił.
Od razu podszedł do Amy i dał buziaka w czoło. Jak to suoooodko wyglądało, hmm... fajnie razem by wyglądali. Zaraz po tym jalk wszedł Ash, Amy od razu się lekko uśmiechnęła. Dobrze jest widzieć ją uśmiechnięta. Bez uśmiechu to nie ta sama Amy. Ashley usiadł MI NA KOLANACH!
-Ashley?-zacząłem
-Co jest?
-Nie za wygodnie ci czasem?
Co to kurde za wygody no. Nie ma u mnie tak łatwo. Ja mu zaraz dam siedzenie na moich biednych kolanach.
-A jest całkiem dobrze, tylko że kolana wrzynają mi się w mój seksowny tyłeczek.
-Ashley!!!
Krzyknąłem a on momentalnie zeskoczył z moich kolan. Nosz co on sobie myśli ?
-Amyyyy... CC na mnie krzyczy.-lamentował Ash.
Że ja niby na niego krzyczę?! Zaraz to ja zacznę krzyczeć. Amy zrobiła komiczną minę widząc jak my się zachowujemy.
-Ashley do kurwy nędzy ogarnij się bachorze !!-wydarłem się
-Hej, hej może trochę ciszej CCiątku.-teraz to mnie wkurzył
Wybuchnę chyba zaraz taką złością, że ten szpital mnie na bardzo długo zapamięta i nie wpuści mnie do niego. Obmyślałem w głowie plan co by tu szybko zrobić aby było mu głupio przed Amy. Hmm.. Wiem, że zależy mu na niej więc musi to być trochę to upokarzające. No tak ! Że o tym nie pomyślałem. Ashley ma album ze zdjęciami z dzieciństwa. A tam ma takie fajne nagie zdjęcie. Gdyby tak...
-Chyba wiem o czym myślisz...-zaczął Ashley.- I mówię nie !!!
-Ach teraz taki jesteś ? To powiedz o czym takim myślę hmm ?
-O moim nagim zdjęciu w albumie! Zawsze mnie nim szantażujesz!
-Ja chcę te zdjęcie zobaczyć!!-krzyknęła Amy
Ha ha ! Ashley nie będzie mógł odmówić jej pokazania tej sweet foci. Na samą myśl o tej akcji zacząłem się śmiać na całą salę. Tak, to musiało bardzo dziwnie wyglądać, Ashley patrzył  na mnie z głową przechyloną w prawą stronę, a Amy otworzyła szeroko usta. Śmiałem się dalej, nie mogłem przestać. Czasami moja wyobraźnia mnie zabija od środka.
-CC, weź ty może jedź do domu i się prześpij.-szeptała Amy
-Tak to jest dobry pomysł, bajo wpadnę później.-i wyszedłem z sali.
Leciałem korytarzem jak jednorożec Mariolka. Oj tak, uwielbiam mojego jednorożca Mariolkę, jest taki seksi ! Mrau.! W domu byłem po kilkunastu minutach. Najpierw poszedłem do kuchni coś wszamać i się napić, a potem kita na górę do wyrka się wyłożyć. Ale... najpierw zapas bananów do pokoju. Z kuchni zwinąłem kilkanaście bananów i pobiegłem na górę po cichu tak aby nie usłyszał mnie nikt i nie zajumał bananów. Jak już byłem bezpieczny w swoim pokoju oparłem się o swoje łóżko i wziąłem jednego banana do ręki. Rozpocząłem go i zacząłem jeść. Po zjedzeniu 5 bananów położyłem się i usnąłem wtulony w moją poduszkę.
Siedzieliśmy całą paczką nad basenem gdy do basenu wskoczył Andy z Kim. 
-Ty cholero ja cię zabiję! Utnę ci chuja sekatorami!-wrzeszczała Kim
Jak było widać Andy sobie z tym nic nie robił. Ciągle podtapiał Kim, a ona jego.
-Oj policzę się z tobą!-krzyknęła
-No dawaj czekam!
Siedziałem przy basenie mocząc nogi i trzymając jedno piwo w dłoni. Jakoś nie bardzo chciałem chlapać się z nimi. Ha! W basenie wylądował Ashley z Amy. Nie ma to jak być wrzuconym przez dziewczynę do basenu. Zacząłem się z tego śmiać, Jake także. Mieliśmy z tej czwórki niezłą polewkę. Piłem piwo gdy nagle poczułem ucisk na kostkach i silne pociągnięcie.
-Nosz cholera jasna !!-wydarłem japę przy okazji łykając wodę z basenu.-Zabiję! Który to?! Albo która?!
Całe piwo poszło się walić! Przecież to strata brides'owego napoju. Zauważyłem, że Andy strasznie się ze mnie śmieje. W takim razie to jest jego sprawka! Zginie.
-Dobrze wiesz, że cię zabiję.-powiedziałem.-Ale najpierw... gdzie podział się Jinxx?
Każdy zaczął się rozglądać po ogrodzie i nigdzie nie było śladu po naszym Jinxx'ie, trochę to dziwne. Dopiero co tu na leżaku był, tak po prostu by nie zniknął nagle. 
-Jake, wiesz gdzie poszedł?-zapytaliśmy
-A skąd ja mam to wiedzieć?! O to samo mogłem się was zapytać czy go nie widzielicie.-widać, że wkurzony był.-Jinxx!! Gdzie jesteś?
Na odpowiedź nawet długo nie musieliśmy czekać. Szybko zjawił się w ogrodzie z nożem i kanapką dziwnie kolorową.
-Jinxx !!-wydarłem się gdy zobaczyłem też kolorowy nóż.-Zabiłeś jednorożca?! Zabiłeś mi Mariolkę!
Obudziłem się z krzykiem. Jinxx... on zabił Mariolkę. W drzwiach zobaczyłem Andy'ego, Jake'a i Jinxx'a. Patrzyli na mnie w osłupieniu, musiałem się na prawdę głośno drzeć, że się tu pojawili.
-Co się stało z Mariolką? Nie żyje?-kpił Jinxx
-Oj ja cię ubije!-wstałem z łóżka i... jeb! Gleba.
Zapomniałem, że przy łóżku zostawiłem skórki od banana i się na nich wyrżnąłem. Niezłego orła wywinąłem bo Andy leżał na podłodze ze śmiechu i sikał. No i jeszcze pojawiła się Kim, która też zaczęła się śmiać.
-Mariolka nie!!-wydzierał się Jinxx razem z Jake'em.
Ale teraz to mnie wkurzyli no.
-Własnie.-odezwał się Jake.-Widział ktoś może Malwinę?
Andy się przestał śmiać i patrzył na Jake'a z pytającym wzrokiem. Kurde o jaką Malwinę mu chodzi?!

#Jake
Przez tę całą akcję z Mariolką przypomniałem sobie o Malwinie. Już długi czas jej nie widziałem, to jest okropne. Cholera, że dopiero teraz sobie o niej przypomniałem. Ja ją muszę znaleźć! Tak nie może być!
-Widział ktoś Malwinę?-zapytałem jeszcze raz.
Nikt się nie odzywał tylko patrzyli na mnie jak na totalnego idiotę. No tak... Dopiero śmiałem się z CC'ego i Mariolki, a teraz nagle wyskakuję z Malwiną. Mądry ja.
-Jaka Malwina?-zapytał JInxx odsuwając się ode mnie.
-Ella wie?-zapytał Andy.
-Nie! Ella nie wie o moim jednorożcu Malwinie!-za późno się skapnąłem co powiedziałem.
-A śmiałeś się ze mnie!-wrzeszczał CC
Ta, to prawda, a śmiałem się z niego.
-Wybacz CC, ale czy serio nie widziałeś Malwiny?
Christian tylko pokiwał głową przecząco, co miało znaczyć, że nie. Cholera. Przeciez ja ją muszę teraz szybko znaleźć. Dalej nie rozumiem jak ja mogłem o niej zapomnieć.
-Co się tu dzieje?-zapytał Ash z nożem w dłoni upaćkanym czymś kolorowym.-A tak w ogóle znalazłem coś kolorowego u Jake'a w pokoju i postanowiłem to wykorzystać.
Że... Co...On... Powiedział?! Szybko wybiegłem z pokoju CC'ego i wparowałem do swojej sypialni. A tam co zobaczyłem?! Otworzony słoiczek z kolorową nutellą! Zabiję go! To było moje noo... A poza tym, co on do cholery jasnej robił w moim pokoju?
-Ashley!-krzyknąłem.-Coś ty tu do cholery robił?! I skąd ty się tu wziąłeś? Przecież byłeś u Amy
-Szykowałem na ciebie pułapkę.-odpowiedział spokojnie.- A no i przyjechałem do domu tak? Amy chciała odpocząć więc wywaliła mnie z sali. Pojadę do niej za jakieś 2 godziny.
-Pojadę z tobą.-odezwała się Kim
-A właśnie Kim.-zaczął CC.-Amy trochę zabolało to, że nawet na chwilę nie poszłaś do niej zobaczyć co z nią, jak się czuje i w ogóle.
-Tak wiem, popełniłam błąd i dlatego chcę pojechać później z Ash'em do szpitala.
Zeszliśmy wszyscy do salonu i rozwaliliśmy się na kanapie.

#Andy
Na chwilę musiałem opuścić paczkę i poszedłem do piwnicy coś sprawdzić. Coś do niej mnie ciągło przez jakiś czas. Jakaś siła? Dziwne to trochę.
-Cholera gdzie jest włącznik.
Po chwili dałem sobie spokój z tym włącznikiem i odpaliłem zapałkę a przede mną.......




___________________________________________________________________________
Buahaha ^^ musiałam to zrobić ;D taka zuaaa jestem ;33
Mam nadzieję, że rozdział się podoba ^^
proooooosimy o komentarzee ^^

a może by tak limicik ? ;>
6 komentarzy = zaczynamy pisać nowy rozdział ^^

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Nie, nie, nie!

Kochani ;_; wybaczcie mi, że ten rozdział tak późno ;cc ale w ogóle nie mogłam się za niego zabrać ;_; Niby wena jest, ale czasu brak ;c
______________________________________________________________________________

#Ashley
Kiedy lekarz powiedział, że muszą reanimować Amy, wybiegłem z sali na korytarz, a będąc na korytarzu pobiegłem do wyjścia ze łzami w oczach. Przed szpitalem był murek, na którym usiadłem i schowałem twarz w dłonie. Przecież nie mogę stracić Amy ! Może i znam ją krótko, ale ja już wiem, że ona może być tą jedyną. Czułem wzrok ludzi na sobie. Olewałem to. Siedziałem jeszcze tak przez moment gdy nagle poczułem, że ktoś ciągnie mnie za nogawkę. Podniosłem głowę, a przed sobą zobaczyłem małą dziewczynkę.
-Czemu pan płacze?-zapytała słodkim głosikiem
-Coś do oka mi wpadło.-odpowiedziałem z myślą, że uwierzy.
-Nie prawda.-powiedziała patrząc mi się prosto w oczy.
W jej oczach było coś tajemniczego coś takiego innego.
-Pana znajoma jest reanimowana. Ale niech pan nie płacze, będzie żyć i to długo.
Uśmiechnęła się do mnie i odeszła. Zaskoczyła mnie jej odpowiedź. Nagle poczułem wibracje telefonu. Natychmiast wyciągnąłem go z kieszeni i zobaczyłem , że dzwoni do mnie Andy. Szybko odebrałem.
-Andy co jest?
-Chodź tu szybko!-usłyszałem po drugiej stronie.
Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do środka. Na środku korytarza przy drzwiach do sali Amy znajdowała się duża plama krwi , a w pobliżu nie widziałem Andy'ego.
-Co się stało ?-szepnąłem do siebie.
Na ramieniu poczułem czyjąś dłoń, momentalnie się odwróciłem. Za mną pojawił się zrozpaczony Andy. Patrzył tylko na mnie małymi oczami. Tak w ogóle  to gdzie Kim?
-Co jest ?-zapytałem pełen obaw.
-Kim.. Ona.. Ona jest na sali operacyjnej.
Spojrzałem na niego i nie wiedziałem co powiedzieć. Andy usiadł na krześle patrząc na ścianę przed sobą.
-Ale co się stało ?-zapytałem
Nie, nie usiadłem ani nie stałem. Klęknąłem przed przyjacielem i patrzyłem na niego czekając na jego odpowiedź. Andy cały czas milczał nawet na mnie nie patrząc.
-Andy....-zacząłem.
-Mamo patrz ! Pan się panu oświadcza.!-krzyczała jakaś dziewczynka.
-Dziecko chodźmy stąd szybko.-warknęła kobieta, która nas zmierzyła od stóp do głów.
Spojrzałem na Andy'ego, który patrzył się na kobietę jak nie z tego świata. No niech sama pomyśli. Oświadczyny w szpitalu w dodatku z facetem?! Chyba musiała zjeść coś przeterminowanego na obiad. Ja nie rozumiem. Jak można tak powiedzieć w szpitalu?! Ugh , co za ludzie na tym świecie człapią na dwóch patykach. Po chwili mijała nas pielęgniarka, wioząca na wózku prześcieradła.
-Halina!-krzyczała.-Brakuje mi jednego prześcieradła!!
-Danka! Ja nie rozumiem , jak można zgubić prześcieradło?!
Czy one normalne? Krzyczą w szpitalu, gdzie powinna być praktycznie kompletna cisza.
-Niech panie nie krzyczą.-warknął Andy.
Kobiety na niego spojrzały, wymieniły się spojrzeniami i odeszły PO CICHU. Aż dziwne. Siedziałem z Andy'm jeszcze jakieś kilka minut, gdy nagle podszedł do nas lekarz. Jeszcze go tu nie widziałem. Miał lekko siwe wąsy , był gdzieś około sześćdziesiątki, na nosie miał okulary, które co jakiś czas mu zjeżdżały.
-Rodzina?-pytanie kierował do Andy'ego.
-Jestem jej chłopakiem.-odpowiedział bez zastanowienia.
Lekarz powiedział, że z Kim jest w porządku. Nic jej nie grozi i może do niej pójść.
-Ja zostanę.-powiedziałem
Andy kiwną głową na 'ok' i poszedł za lekarzem, który miał go zaprowadzić do Kim. A właśnie... Andy powiedział, że Kim to jego dziewczyna... Czyżby się zakochał? No nic. Zapytam się go później, a teraz to czekam na wieści o Amy. Martwię się, bo nikt długo nie wychodzi.

*15 minut później*


Ja już praktycznie zasypiałem na krześle w szpitalu. Dalej nic nie wiem o stanie Amy. Nie mam się kogo zapytać, bo żadnego lekarza nie widzę. W pewnym momencie odpłynąłem, byłem za bardzo zmęczony już. Nagle poczułem jak ktoś szturcha mnie w ramię. Otworzyłem swoje zaspane oczy i spojrzałem na potwora, który to zrobił. A nie to nie potwór, to tylko Jake z CC'em. Popatrzyłem na nich tylko z mordem w oczach. Jak śmieli mnie obudzić, ach no tak przecież w szpitalu siedzę.

-Gdzie Andy?-odezwał się CC
-Andy? Jaki A...? a no tak , jest u Kim.
Oboje patrzyli na mnie jak na idiotę. No co ? Człowiek nie może być zaspany? Dobrze wiedzą jaki wtedy jestem. Musiałem zrobić niezłą minę, myśląc o tym, bo i Jake i CC zaczęli się śmiać.
-Idioci.-szepnąłem


#Kim
Leżałam wyczerpana w sali szpitalnej. Ściany jak to w szpitalu były całe białe. Po drugiej stronie stało puste łóżko czyli na sali będę sama. Ech, nie znoszę samotności w takim miejscu. A nie będę się tu męczyć. Prześpię się i może poczuję się choć odrobinę lepiej. Zamknęłam oczy i... i usłyszałam jak ktoś wchodzi do sali. Nie , nie otworzyłam ich. Udałam, że się. Nie mam siły z kimkolwiek rozmawiać. Ktoś przysunął krzesło obok mojego łóżka i usiadł po cichu. Ciekawość mnie trochę zżerała kto to, ale chyba domyślam się któż to przyszedł. A mianowicie Andy. Poczułam na sobie jego delikatną dłoń. Nie mogłam wytrzymać tego dotyku i musiałam otworzyć oczy.
-Kim.. Nie śpisz.-uśmiechnął się.
-A no nie śpię, nie śpię.-odwzajemniłam uśmiech.
Patrzył na mnie z wielkim zainteresowaniem. Poczułam, że robię się czerwona na twarzy. Niech te rumieńce szlag trafi no.
-Rumienisz się.-powiedział dalej patrząc na mnie.
-Ja ? Ja nie.. ja się nie rumienię. Nigdy.
Próbowałam jakoś wybrnąć z tej całej sytuacji, ale Andy był uparty i ciągle powtarzał, że się rumienię.
-Ślicznotko, nie wolno kłamać.-śmiał się i ciągle patrzył na mnie.
-Andy !-pisnęłam
Znowu poczułam rumieńce na swojej twarzy. No utłukę go tłuczkiem do kotletów i uduszę, potem go ożywię i palne w kudłaty łeb.
-Ha ! I co, miałem rację. Rumienisz się kwiatuszku.
Co jest z Andy'm? Najpierw nazywa mnie ślicznotką, teraz kwiatuszkiem. Jak nazwie mnie następnym razem?
-Andy...-zaczęłam.- Wiesz może co jest z Amy?
Popatrzył na mnie lekko smutnym wzrokiem. Nie lubię takich momentów. Mam wrażenie, że coś się nie udało i że...
-Nie wiem nic...-powiedział po chwili.-Nikt nie wychodzi, nikt nic nie wie. Ashley siedzi na korytarzu i czeka choć na jakąś informację o stanie Amy.
Od razu posmutniałam. Amy nic nie może się stać. Wyjechałyśmy z kraju tutaj po to aby spełniać swoje marzenia. Żeby spotkać Black Veil Brides (co nam się udało), żeby szaleć, a nie leżeć w szpitalu zaraz po przyjeździe tutaj. Amy musi żyć. Nie odzywałam się nic, a nic. Andy też milczał. Panowała u nas grobowa cisza, gdy nagle zadzwonił telefon do Andy'ego.
-To Ash.-powiedział.
-Odbierz!
Andy odebrał telefon i rozmawiał chwilę z przyjacielem. Z rozmowy nie mogłam wyczaić o co dokładnie chodzi.
-O co chodzi?-zapytałam gdy Andy schował telefon do kieszeni.
-Z Amy jest wszystko dobrze, Ashley właśnie jest u niej na sali. Fakt nie rozmawiają, bo śpi, ale lekarze powiedzieli, że nie ma zagrożenia dla życia.
Jak mi ulżyło. Całe szczęście, że nic jej nie jest. Ja Amy kocham jak własną siostrę i nie wiem co bym zrobiła jakby coś jej się stało.
-Ale Kim... Mam złe wieści.
Ton nie miał za wesoły. Lekko się wystraszyłam.
-Muszę spadać już.-mówił smutnym głosem
-Dlaczego?-posmutniałam
-Trzeba pokoje przygotować.
-Jakie pokoje?-zapytałam
-Będziecie mieszkać u nas. Wasze bagaże są już na swoich miejscach.
Czy Andy właśnie mi powiedział, że zamieszkamy z nimi?! Jak to możliwe? Jejku jak ja się cieszę, ale na razie nie pokaże tego po sobie.
-W takim razie, muszę cię opuścić. Wybaczysz mi?
-Tak, tak pewnie wybaczam.
Andy powoli wstał z krzesła i nachylił się nade mną. Swoimi niebieskimi oczami, patrzył prosto w moje. Czułam jego oddech na mojej twarzy, był taki ciepły. Po chwili poczułam jego wilgotne wargi na moich ustach. Czule mnie pocałował, a ja pogłębiłam pocałunek. Ten pocałunek był prawdziwy, czułam to w sercu. Pocałunek z Andy'm był całkiem inny niż z chłopakami, z którymi byłam.
-Przyjdę jutro ślicznotko.-cmoknął mnie w policzek i wyszedł.
Tyle wydarzeń w tym dniu, to znaczy wieczoru. Za dużo jak na dzisiaj, muszę się przespać. Gdyby nie Andy to pewnie bym już z jakieś kilkanaście minut bym spała.

#Andy
Nie chciałem wychodzić z sali Kim. Pocałunek z nią był niesamowity. Chciałbym dzień w dzień budzić się obok niej i zasypiać. Jeszcze do żadnej dziewczyny nie ciągnęło mnie jak do Kim. Ona jest jedyna w swoim rodzaju, nie robi z siebie żadnej damusi. Kim po prostu jest sobą. Kiedy wyszedłem od ślicznotki, poczułem w żołądku jakiś taki dziwny ucisk. Szedłem wzdłuż korytarzem w miejsce gdzie zostawiłem Ashley'a. Ashley już wyszedł z sali i siedział na krześle na korytarzu z dłońmi na twarzy. Szybko do niego podbiegłem dowiedzieć się co jest grane.
-Ash! Co jest?
Ashley podniósł głowę i patrzył na mnie.
-Zabierz... stąd... tych... dekli...-powiedział wskazując na Jake'a i CC'ego całujące...
Chwila, chwila! Co on robi?! On całuje ścianę szpitalną?! No pogięło go?
-CC! Uspokój się!
Christian od razu się opanował i spokojnie do mnie podszedł. Myślałem, że wyrwę mu kłaki z głowy.
-Czy ciebie popieprzyło?-warknąłem.-Weź się opanuj! Jesteś w szpitalu tak?
-Dooobra , Andy wyluzuj. Jak tam Kim?
Na wspomnienie jej imienia stanęło mi coś w gardle. Nie mogłem nic powiedzieć tylko się na niego patrzyłem. Chyba się w niej zakochałem, nie chyba tylko na pewno. Wcześniej wmawianie lekarzowi, że to moja dziewczyna, potem ten pocałunek.
-Andyyyyyy...
-Em.. co jest?
-CC się coś ciebie zapytał.-wtrącił się Jake.
Ugh , znowu się zamyśliłem. Cała trójka patrzyła się na mnie z wielkim zainteresowaniem. Co ja teraz mam im powiedzieć ' chłopaki! wiecie co? zakochałem się w Kim! ' . Nie no aż tak to mnie jeszcze nie pierdykło w ten kudłaty łeb. Nic im nie powiem. Jeszcze. Może kiedy indziej.
-Andy? Coś przed nami ukrywasz.-odezwał się Jake
Ashley siedział cicho i tylko patrzył z uśmiechem na mnie. On to chyba się domyśla co jest grane. Zawsze odczyta z moich oczu, że się zakochałem albo, że coś rozjebałem.ZAWSZE. On jest jak brat bliźniak.
-Jedziemy do domu. Musimy przygotować pokoje dla dziewczyn wcześniej.-powiedziałem i ruszyłem w stronę drzwi.
Szedłem całkiem z przodu. Za mną szedł Ashley, a Jake z CC'm szli na końcu. Dobrze, że Jake będzie prowadził, muszę przemyśleć to i owo. Po paru minutach siedzieliśmy w samochodzie. Jake za kierownicą, Ashley z boku, a CC usiadł ze mną z tyłu. Nikt nic się nie odzywał. Zauważyłem, że Ash pisze sms-a do kogoś. Ciekawe. Nagle w kieszeni poczułem wibracje telefonu. Dostałem sms-a od... Ash'a.
*Andy... Zakochałeś się w Kim prawda?
Mówiłem? Ashley zawsze wie o co chodzi.
*Ashley.. chyba tak. Ja nie wiem co mam robić. Skąd mam wiedzieć, czy ona będzie ze mną chciała być?-odpisałem mu.
Nie ma to jak pisać sms-y z osobą, która siedzi w tym samym samochodzie.
*Andy.. Skoro coś do niej czujesz to jak wróci razem z Amy do domu to porozmawiaj z nią. Musisz to załatwić. Serio mówię.
Tak teraz ciekawi mnie czy Ashley coś czuje do Amy. Widziałem go jak się zachowywał gdy reanimowali Amy. On.. cierpiał. Niby znamy je krótko, ale... ech.
*Ashley? A ty coś do Amy czujesz?
Musiałem to napisać, ciekawość mnie troszkę zżera, a skoro on już wie o mnie, to ja mam prawo wiedzieć o nim. Ja nie jestem taki, że wyczytam z niego, że jest zakochany. Nie potrafię tego.
*TAK!
*Powiesz jej to?
Ash szybko odpisuje na sms-y. Aż musiałem się lekko zaśmiać.
-Z czego się cieszysz?-śmiał się CC.-Z kim romansujesz? Pokaż! Pokaż mi!
-Wara od mojego telefonu..-syknąłem
*Oczywiście, że jej powiem, umarłbym gdybym tego nie zrobił.
-CC ! Odczep się od mojego telefonu! Nie masz prawa go dotykać ! This is my!
Christian od razu odkleił się ode mnie i przykleiwszy się do szyby i oglądał miasto wieczorem. Po 15 minutach w końcu dotarliśmy do domu. Chyba dzisiaj nie dam rady nic już zrobić z pokojami Amy oraz Kim. Za bardzo zmęczony jestem. Jeszcze nie weszliśmy do domu, a ja już padam.
-Cholera! Zapomniałem kluczy!-klął Jake
No po prostu świetnie. To ciekawe jak my teraz wejdziemy do domu.
-JINXX! OTWIERAJ TE DRZWI! WPUŚĆ NAS DO DOMU!- Ash krzyczał i walił pięściami w drzwi.
-Zombie atakują czy co?!-słychać było zaspany głos Jinxx'a, który po chwili pojawił się w drzwiach.
-O cholera! Miałem rację! Jak wy miśki moje mhroczne wyglądacie?! Papcio Jeremy zaraz się wami zajmie...zrobię wam herbatki położę spać...
-Po prostu wpuść nas do środka.- Warknął Jake i przepchnął się koło "Papcia" by po chwili zniknąć w swoim pokoju.
Wymieniliśmy zaskoczone spojrzenia.
-A ja poczekam na tą herbatkę w swoim pokoju. -Powiedział CC i również poszedł do siebie.
Jinxx spojrzał na nas.
-A wy?-Zapytał szczerząc się jak zbieg z psychiatryka.-Eii wy! słyszycie mnie?! 
Ash zaczął skakać jak smerf do swojego pokoju nucąc pod nosem la la lala la to jest smerfów świat.
-Andy...co mu jest?
-Przyłapałem go w szpitalnym laboratorium ja wąchał jakieś buteleczki...może to od tego? Hmm...
-No nic.. Ehh. Chcesz herbatki?
-Nie dzięki... ja chcę jeszcze trochę pożyć.- Wytknąłem język i w podskokach (co dziwne, bo przecież padałem z nóg) poleciałem do swojego pokoju.
Na ostatnich dwóch schodkach wymiękłem i z trudem doczłapałem się do siebie.
Od razu gdy przyłożyłem głowę do poduszki odpłynąłem. 
...
Która godzina? Za oknem strasznie ciemno...
00:00
Dziwna pora na pobudkę...
Nie mogłem zasnąć, więc pomyślałem, że zabiorę się za pokój Kim.
Był czarno biały...o to postarał się Jinxx.
Zamiast paneli miał dywan, więc mogłem spokojnie ustawiać meble bez większego hałasu.
Skończyłem gdzieś koło trzeciej w nocy...nie wiedziałem jak je ustawić i nic mi nie pasowało, więc próbowałem kilku kombinacji, aż wybrałem tą jedną. Mam nadzieję, że Kim się spodoba.
Łóżko było ogromne i zajmowało pół pokoju...chyba czas je przetestować...
12:00! Kurwa! Zaspałem! 
Chwila... gdzie ja do cholery jestem?! A tak pokój Kim.
Pobiegłem do swojego pokoju i wciągnąłem spodnie męcząc się chwilę z paskiem.Złapałem koszulkę i po chwili biegłem po schodach próbując ją założyć. Oczywiste jest to, że potknąłem się na końcu i jak długi runąłem na ziemię ...zajebiście.
-Kurwa.- Mruknąłem pod nosem.
Przebiegłem przez  kuchnie gdzie Jinxx spokojnie przeżuwał naleśniki... jak taka krowa i zgarnąłem kluczyki od samochodu.
Dwadzieścia minut później byłem już pod szpitalem. Szybko znalazłem salę, w której już czekała spakowana Kim.
-Wybacz, że musiałaś czekać.-Przeprosiłem przekraczając próg.
-O... Hej.-Uśmiechnęła się.-Nie no spoko.
Podszedłem do niej i przytuliłem.
-Wiesz, że musimy porozmawiać?- Szepnąłem...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i macie rozdział sępy jedne ;* 

wtorek, 18 marca 2014

Ma sa kra...

A więc tak... znowu to ja muszę przepraszać xD Bosz ponieważ nie mogłam się zebrać do kupy i skończyć pisanie tego rozdziału (Cała ja ) ;pp  Hahaha...jednak postanowiłam być wredna i "coś" im zrobiłam...zapraszam do czytania... ^^
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
#Kim
-Czy pan do cholery jasnej żartuje?! To moja dziewczyna! Jestem za nią odpowiedzialny i muszę tam wejść! Rozumiesz?!-Usłyszałam ...chyba Andy'ego.
-Nie może pan tam wejść ze względu na Amy Black. Jej stan jest krytyczny i nikt nie może tam wejść. Czy pan to rozumie?-Mówił lekarz z naciskiem.
Otworzyłam oczy. Trochę bolała mnie głowa i miałam rękę w gipsie.
Andy chyba nic sobie nie zrobił z zastrzeżeń lekarza, bo usilnie próbował przedostać się do drzwi....zaraz! Amy...stan...że jaki?! 
Z przerażeniem przekręciłam głowę i spojrzałam na drugi koniec białej sali.
Zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę bladą jak ścianę podłączoną do jakichś cholernych rurek z pikadełkiem.
Niepewnie wstałam z łóżka.
Musiałam złapać się oparcia, żeby się nie przewrócić.
Chwiejnym krokiem podeszłam do łóżka na końcu sali.
-Amy.-Szturchnęłam ją. Cisza...
-Amy!-Prawie krzyknęłam.
Upadłam na kolana przy jej łóżku.
-Amy...-Szepnęłam znowu i poczułam łzy na policzku.
#Andy
Nie słuchałem tego starego debila tylko wbiegłem do sali nr.15
Zatrzymałem się na widok Kim zwiniętej w kłębek przy łóżku Amy.
-Kim.-Podszedłem do niej powoli.Nie wiem czemu cofnęła się pod ścianę.
Spojrzałem na Am. Była nieprzytomna, jej skóra w ogóle nie kontrastowała z białą kołdrą.
-Kim.-Szepnąłem znowu.-Wróć do łóżka.
Pokręciła głową.
-Proszę.-Dodałem.
Dopiero chyba to poskutkowało. Spróbowała wstać, ale potknęła się i upadła. 
Zaniosłem ją do łóżka i usiadłem obok.
Nagle do sali wparował Ash. Spojrzał na nas, potem na Amy i podbiegł do niej.
Bez słowa usiadł na jej łóżku i zakrył twarz dłońmi... nie dziwiłem mu się.
Ale to chyba pierwszy raz kiedy naprawdę mu na kimś zależy.
Miał skręcony nadgarstek, ja niewielką ranę na brzuchu, Jinxx tylko kilka siniaków , a Jake wybity bark.
Pozbierają się...gorzej z Amy.
Kim spojrzała na Ash'a i zaczęła szlochać.
Przytuliłem ją i siedzieliśmy tak dopóki nie zasnęła.
#Amy
-Heeeej... ja tu jestem!-Próbowałam się odezwać.
-No idioci! Aaaa.... no tak! Przecież jestem umierająca. Hahaha.-Dlaczego mnie to śmieszy?
To dobijające, że nie możesz nic zrobić, choćby dać im jakiś znak. Ale kurwa mogę tylko myśleć...
-Nadal chce mi się czekolady...
Spróbuję otworzyć oczy.
Hmmm...chyba nic z tego. Czy to nie dziwne, że nie czuję swojego ciała? 
Chwila... możliwe, że ktoś trzyma mnie za rękę.
Jest! Mogę ruszyć palcem... Hahaha...dziwne, ale dla mnie to sukces.
-Andy!-Usłyszałam Ash'a ...po prostu wiedziałam, że to on.-Ona ruszyła ręką...czułem.
-No nie patrz na mnie jak na idiotę tylko złap ją za rękę!
-Oooo Kurwa.-Szepnął Andy.- Obudzę Kim.
-Nie, zostaw. Niech śpi.
I czym oni się tak jarają?! Jebłabym teraz face palma ... no chwila! Nie mogę! Pieprzyć to...
Nagle jakiś rozległ się jakiś wkurzający dźwięk i krzyk Ash'a.
Potem zrobiło się wielkie zamieszanie...Czy ja umieram? Zawsze mówią, że przed śmiercią jest lepiej.
Czy ruszenie palcem to miało być to lepiej?! 
Słuchaj ty tam w górze! Nigdy w ciebie nie wierzyłam i nie mam zamiaru uwierzyć... chyba, że coś dla mnie zrobisz. Chyba się domyślasz czego chcę...prawda?
Pieprzyć to ... sama sobie poradzę.
Jak na zawołanie dźwięk ucichł a ruch wokół mnie się zmniejszył.
Poczułam, że Ash znowu chwyta mnie za rękę.
-Tak się czasami zdarza. Maszyna piszczała bez powodu.-Powiedział... ktoś. 
...
Możliwe, że odleciałam na chwilę,. Chyba mi lepiej... jeśli w takim stanie można mówić o ...lepiej.
Udało mi się otworzyć oczy...
#Ashley
Znowu poczułem jak Amy rusza palcami spojrzałem na nią i na moim ryju od razu pojawił się banan ...oczywiście w przenośni... 
-Amy!- Wydarłem się i zacząłem ją ściskać.
-Eeeeee...Ash-Wyszeptała.-Dusisz...
-Tak...Przepraszam.-Powiedziałem i cofnąłem się.
W tej chwili Kim się obudziła i spojrzała na mnie...potem na Amy.
Jej oczy od razu zabłysnęły.
Poderwała się z łóżka budząc ty Andy'ego.
-Zostawić moje ciastka!-Wydarł się.
Wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę.
-No co? ...Amy!- Powiedział z uśmiechem.
-Hmmm ... No to dziewczyny witamy w Los Angeles.-Wyszczerzył się.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę. Kim sapnęła rozbawiona...nie dziwie jej się.
-Eii! A kto zrobi obiad?! Jestem głodny.-Zajęczałem.
-Ja mogę!-Krzyknęła Kim.
-Nieeeeeeee! Ja nie chcę zupek chińskich na obiad...znowu.-Zaprotestowała Amy.
Nawet mnie to bawiło.
Ale Kim wyraźnie ofochana złożyła ręce i zamknęła się.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem... znowu. Z nimi nie można się nudzić.
Dopiero teraz dostrzegłem wystrój sali. Nie raziła bielą jak inne.Ściany miała biało-brązowe, a przy suficie był wzorek w kwiatki... Słodko.
Spojrzałem na Amy.
Uśmiechała się... jak zawsze, lecz po chwili uśmiech zniknął z jej twarzy.
Wyprostowała się i w takiej pozycji już została. Chyba nie oddychała.Wstałem przerażony i wybiegłem na korytarz w poszukiwaniu lekarza.
Na szczęście szybko jakiegoś znalazłem.
#Andy
Musiałem odciągnąć Kim od Amy, kiedy lekarz wbiegł na salę z kilkoma pielęgniarkami.
-Nie wyczuwam pulsu.Reanimujemy.-Powiedział opanowanym tonem.
-Amy!- Krzyknęła Kim i zanim zdążyłem ją zatrzymać ,znalazła się koło nieprzytomnej przyjaciółki.
-Proszę ją wziąć na korytarz.-powiedział do mnie facet w białym kitlu.
Prawie siłą musiałem odciągnąć Kim od łóżka Amy.
*Godzinę później*
W tak krótkim czasie przez salę nr 15 przewinęło się już chyba z dziesięciu lekarzy, ale ciągle nie mogliśmy tam wejść. Ciekawe gdzie podział się Ash... nie widziałem go od co najmniej godziny.
Kim w miarę się uspokoiła... w miarę. Teraz siedziała nieruchomo wpatrując się w drzwi sali, cała się trzęsła.
To wyglądało upiornie..istota o czarnych od kredki i siniaków oczach, bladej cerze i krwi cieknącej z kącika ust, siedząca nieruchomo, wpatrzona w jeden punkt.... Chwila! Wróć! Krew...
Spojrzałem na Kim ,a ona na mnie. W tej chwili złapała się za brzuch i zaczęła wymiotować krwią.
Siedziałem jak sparaliżowany i patrzyłem jak wije się po szpitalnej podłodze i brudzi ją bordową krwią...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
To macie kolejny rozdział ^^ Prosimy o komentarze :D


sobota, 22 lutego 2014

Serio...?

#Amy

Jeju, jakie piękne te jednorożce! Jak ja kocham biegać razem z nimi po tej mięciutkiej łące!
Toż to jest normalnie niebo. Chwila... Co to do cholery jest?! Jednorożec z głową Justina Biebera?!
 O nie, ja tu nie zostanę, pójdę sobie gdzieś indziej. Tam gdzie są jednorożce, wyglądające jak jednorożce a nie jak łajno.
-Amy... wstawaj!-usłyszałam gdzieś... w oddali?.-Amy!
Co jest grane? No tak , przecież ja śpię, haha. Postanowiłam w końcu otworzyć oczy.
Przed sobą zobaczyłam wyraźnie wściekłą Kim.
-Co ty chcesz?-zapytałam zaspanym głosem
-Po pierwsze! Wylądowaliśmy! Po drugie! Dlaczego ty miałaś chomika w kieszeni !
-Weź się nie drzyj.-Jęczałam.-Chomika przecież nie zostawię nigdzie tak?
Kim tylko się popatrzyła na mnie. Mam nadzieję, że nie będziemy się kłócić już pierwszego dnia naszego "nowego życia". Nie lubię jak jest zła i się wyżywa na mnie lub na innych osobach.
Jakby nie mogła sobie kupić jakiejś lalki i w nią szpilki wbijać! Przy tych myślach zrobiłam minę srającego kota. Zaczęłam śmiać się sama z siebie , bo wiem jak wyglądałam. Nie raz robiłam te minę przed lustrem kiedy o czymś myślałam.
-Amy? Wszystko dobrze?-zapytał Ashley.
-A co? Martwisz się o mnie?-zapytałam z uśmiechem
-Oczywiście , że tak.
Wystawiłam język do Ash'a. Podniosłam się i poszłam. Po 30 minutach wszyscy staliśmy przed lotniskiem. Nie wiem co mi odbiło, ale cały czas się śmiałam.
-Gdzie będziecie mieszkać ?-zapytał nagle Andy.
-A co już tęsknisz, czy włam planujesz?-odezwała się Kim.
Andy'ego totalnie zatkało. Patrzył tempo na Kim. Jąkał się kompletnie , nie wiedział co powiedzieć. CC zaczął się śmiać.
-Luls Andy wyluzuj.-Wykrztusiła Kim między kolejnymi salwami śmiechu.
Andy zrobił ofochaną minę , odwrócił się do nas tyłem i....
-O mój boże! To nic że jam ateista! Patrzcie na te ciasteczka!
No tak, staliśmy przy małym sklepiku z ciasteczkami. No i w tym momencie przykleił się do szyby.
-Ashleeeeey , kup mi kilka!-jęczał sliniąc szybę.
-Proszę pana proszę się od tej szyby odsunąć i jej nie ślinić !-wydarła się starsza pani.
-Ja bardzo panią przepraszam za niego , ale pewnie sama pani zauważyła , że on musi je mieć.-Tłumaczył Jinxx.
-No to do jasnej ciasnej niech sobie kupi na litość boską! A nie mi szybę ślini!
Po kilku minutach Andy rozkoszował się ciasteczkami nie dzieląc się z innymi. Co za szuja. Mógł chociaż po okruszku dać.
-Okey dziewczyny, to gdzie zamieszkacie?-powtórzył pytanie Jake.
-Kim ? Zarezerwowałaś jakiś pokój?-zapytałam
-A to nie ty miałaś zrobić?
No fajnie, czyli nie mamy gdzie się zatrzymać.
-To oznacza, że nigdzie. Widocznie na ulicy.
No taka prawda heh, żadna z nas nic nie zarezerwowała.
-Zatrzymajcie się u nas na jakiś czas.-odezwał się CC
-Możemy ?-zapytałyśmy
-No pewnie!-krzyknął Andy.
To całkiem miłe z ich strony. Gdyby nie oni....
-Zamawiam łóżko Andy'ego!-wydarła się Kim.
Nastała cisza i każdy popatrzył na nią wielkimi oczami.
-Czy ty... chcesz... zająć... moje....łóżko?!- Zapytał Andy upuszczając ciastko.
-No pewnie...Razem z zawartością.
-...Ale ty masz branie.-Ash poklepał po plecach ciasteczkowego potwora.
Andy w wielkiej zadumie ugryzł ciastko...
-No okey.-Odezwał się w końcu.
Kim zrobiła oczy tak wielkie jak pięciozłotówki.
-T-tty ...ty się zgadzasz?!-Wyjąkała.-Ale wiesz,że ja żartowałam?
-Teraz mi się nie wykręcisz kotku.-Powiedział Andy i puścił do niej oczko.
Wyglądało by to nieźle, gdyby nie to, że Andy był cały w okruszkach i czarnym kremie z ciastek.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-W takim razie ja zamawiam łóżko Ash'a.-powiedziałam z bananem na mordzie.- I przykro mi, ale bez zawartości.-Pokazałam język Ashleyowi.
-Ale dlaczego?!-zaczął lamentować.
-A może dlatego.... że .... potrzebuję wiele miejsca do snu ?
Shit! Mogłam się nie odzywać. Muszę coś wymyślić lub się zgodzić. Ale jeżeli się zgodzę, to będzie ZE MNĄ w łóżku , a jak się nie zgodzę to się obrazi.
-Amyyyyy! Kotkuuuu... musisz się zgodzić. A w zamian... na śniadanie przepyszne naleśniki z truskawkami , bitą śmietaną i polewą czekoladową ode mnie dla ciebie.
-Wygrałeś!-krzyknęłam
-O taak, o tak , ou yeaaah! Wy-gra-łem wygrałem!-tańczył Ash
No ja zawsze nie mogę się oprzeć naleśnikom z bitą śmietaną , truskawkami i polewą czekoladową !!! To nie fair! I skąd on wie , że ja uwielbiam takie naleśniki?!
-Ashley?! Skąd ty wiesz jakie ja jem naleśniki?!
-Spałaś w samolocie, co nie?-gadała Kim.
-O nie, nie gadaj , że powiedziałaś co jem na śniadanie!


#Ashley

Na miłość do mojego kumpla! Jak Amy suooooooodko wygląda jak się złości. I jak fajnie, że się zgodziła.
-Tak , powiedziałam.-szczerzyła się Kim.
-Schowaj te zęby bo ci je wybije.-powiedziała ofochana Amy.
Podszedłem do niej od tyłu i złapałem ją tak aby nie miała jak się wyrwać z mojego jakże seksownego uścisku.
-Ashley... bo nie będziesz spał w swoim łóżku !
-Ależ oczywiście , że będę. Zgodziłaś się przecież. No a pierwsze słowo się liczy mała.-Powiedziałem i cmoknąłem ją we włosy.
Mój boże , jej włosy pachną truskawkami. Widzę , że uwielbia truskawki.
-I tak nie śpisz....-mówi ofochana
Nosz jasna cholera! Ależ tak nie może być.!
-Błaaaaaaaaagam cię!-Klęknąłem na kolana składając ręce jak do modlitwy.
Andy widząc moje poczynania zakrztusił się resztkami ciastka. Phi , mógł nie jeść.
-Dobra ludziska! Zbieramy się!-krzyknął Jinxx.
Ja się podniosłem, Andy przestał się dławić, zabraliśmy swoje bagaże i po kilku minutach byliśmy w samochodach.
-Ile będziemy jechaaaać?-pytała Kim.
-A co już chcesz do mego łoża?-zapytał Andy falując brwiami.
-Andyyyy.... mówiłam , że żartuje...
-Ale wiesz, że się nie wywiniesz kotku.-Znowu puścił do niej oko...dziwne.

#Kim

Ale on jest uparty. Okey, spoko może spać, ale nie ze mną w jednym łóżku nooo.
-Chce mi się czekolady..-lamentowała Amy.
-U nas jest masa czekolady.-odezwał się Ash.
-Chyba u ciebie głodomorze.-śmiał się CC.
Zaczęłam chichotać razem z Amy. Śmialiśmy się jeszcze kilka minut. Po chwili usłyszałam ogromny huk i ujrzałam ciemność.......


------------------------------------------------------------------------------
A o to rozdział ^^ mamy nadzieję , że wam się spodoba :D jak myślicie , co będzie dalej ? ;>

sobota, 15 lutego 2014

Hmm...

#Amy
Niespodziewałam się , że droga na lotnisko będzie tak się dłużyć.
-A gdzie lecicie ?-zapytał Andy
-Do Los Angeles.-odpowiedziałam.
-Ach... Miasto Aniołów.-szeptał Ash ciągnący moją walizkę.
Nie wiadomo czemu nastąpiła niezręczna cisza , Ashley się na mnie popatrzył i odwrócił wzrok w drugą strone.
-Ash'uś dalej łepetynka boli ?-zapytałam
-Jinxx'uś , ja się jej boooje!-marudził.- I tak boli!-powiedział udając , że płacze.
Zachichotałam i znowu spojrzałam na Ash'a. Zobaczyłam.... łzy na jego policzku ?
-Ash?
Cisza...
-On udaje.-odezwał się CC , który właśnie sie pojawił obok mnie.
Znowu zachichotałam.
-A wy gdzie lecicie ?-zapytała Kim
-Tam gdzie wy.-odezwał się... Jake.. wow..
Po kilku minutach marszu doszliśmy na lotnisko.
-Ja idę się dowiedzieć o której samolot.-powiedział Andziulek.
-Idę z tobą.-odezwała się Kim
Spojrzałam na nią z wielkimi oczami.
-Ej mała, bo ci oczy wyskoczą..-usłyszałam
Posłałam w stronę Ashley'a uśmiech. Ha! Odwzajemnił i puścił oczko! Jejku...co ja wyprawiam...
#Kim
Nie mogłam nadążyć za Andy'm.
-Andy!-wołałam
-Słucham cię.
-Mógłbyś zwolnić? -lamentowałam.
Andy zwolnił ,a ja odetchnęłam z ulgą... Po kilkunastu minutach wiedzieliśmy, o której samolot, więc wróciliśmy do reszty.
-O już? O której samolot ?-zapytali..
-Za godzinę.. ale braknie miejsca dla jednego z nas.-Andy rozejrzał się po zespole.- przykro mi Ashley'u Purdy
Ha ha ja wiedziałam o co chodzi , każdy leci dla każdego jest miejsce.
-Ale .. Andy.. ! Zostawisz swojego przyjaciela ?!-położył się na podłodze Ash.
Ludzie ciągle się na nas patrzyli. Robiło się nam już głupio.
-Ash , ciągle się nabierasz. Kiedy ty w końcu zrozumiesz , że Andy czasami robi z ciebie jaja.-mówił Jake
Spojrzałam na Amy , Amy na mnie i uśmiechnęłyśmy się do siebie. Staliśmy jeszcze jakiś czas aż w końcu trzeba było iść do samolotu.
*30 minut później*
Oczywiste jest to , że siedzę obok Amy , i TYLKO Amy. Andy siedział z Ash'em , Jake z Jinxx'em , no a CC siedział z jakąś dziewczyną.
#Ash
-Andy.-Zacząłem poważnym tonem.-Dlaczego to ty kurwa siedzisz przy tym cholernym oknie? Przez pół drogi na lotnisko błagałem cię o to okno.
Andy wybuchnął śmiechem.
-Chcesz to weź sobie to okno...mi do niczego nie jest potrzebne. Nie wiem tylko czy pilot nie będzie miał nic przeciwko.
-Ha ha ha ...bardzo śmieszne.-Powiedziałem i strzeliłem focha.
Andy spojrzał na mnie z udawanym przerażeniem.
-Ash! Ash ! Odezwij się! Proszę!-Zaczął się wydzierać.-Proszę pani!- Zascreamował do jakieś stewardessy.
Co on odpierdala?! 
-Taak.-Podeszła do nas wysoka cycata blondynka. Moim zdaniem mogłaby mieć trochę krótszą spódnicę ...ale trudno.
-Poproszę szklankę wody.-Powiedział Andy milutkim głosikiem.-Mój przyjaciel niespodziewanie zasłabł.
Patrzyłem z przerażeniem na poczynania mojego kumpla, podczas gdy ten puszczał oczko do blondyny.
Dziwne ...to nie w jego stylu.
-Się robi.-Powiedziała stewardessa i odeszła.
-Andy... co ty do cholery odpierdalasz?-Zapytałem.
-Emmm... nie wiem... 
Jebłem takiego face palma ,że aż mnie nos zabolał.
-A co z JuJu?
-Rzuciła mnie ...dwa dni temu ...przez telefon.-Powiedział, a ja nie mogłem wykrztusić słowa... Juliet byłaby zdolna do takiego świństwa? Raczej nie...
Nie zdążyłem nic powiedzieć, bosz ponieważ blondyna przyniosła wodę.
-Proszę. Jeszcze coś?- Zapytała z uśmiechem.
-Nie. Dziękuję.-Andy uśmiechnął się do niej.
Po chwili "Cycata Pani" zniknęła.
Andy dziwnie się na mnie popatrzył, wypił pół szklanki wody a resztę...wylał. Prościutko na moją piękną twarz.
Nie daruję...kurwa.
Rzuciłem się na Andy'ego i trzepnąłem go w ten kudłaty łeb.
Zaraz podszedł do nas jakiś facet.
-Jakiś problem panowie? - Zapytał...ale ważniak...widać po mordzie.
-Tak.-Powiedział Młody.-Ten oto debil właśnie mnie pacnął.
Andy udał wielce obrażoną minę milorda.
-Bo ten zadufany w swoim ryju idiota, nie chce dopuścić mnie do okna.-Powiedziałem i usiadłem w fotelu znowu ofochany.
Facet popatrzył na Andy'ego, potem na mnie i mruknął coś ...chyba do siebie.
-Rozwiążecie to panowie między sobą.-Powiedział i poszedł.
Założyłem słuchawki na uszy i udawałem, że śpię.
#Christian
Siedziałem obok jakieś dziewczyny.Nie miałem okazji się odezwać, bo sprawiała wrażenie jakby spała.
Z nudów postanowiłem poczytać gazetę ,ale jak się okazało po pierwszej stronie zasnąłem.
...
-Mógłbyś na mnie nie leżeć?-Usłyszałem i otworzyłem oczy.
Ujrzałem śliczną dziewczynę o szaro-zielonych oczach.
-Jesteś aniołem wiesz?- Wymamrotałem zaspany.
Teraz naprawdę już się obudziłem i spostrzegłem ,że leżę na wściekłej dziewczynie...ale dla mnie i tak wyglądała jak anioł.
-Wow. Sorry.-Wyprostowałem się i spojrzałem na nią.-Jestem CC a ty?
-Gówno cię to obchodzi ...CC...Co to w ogóle za ksywka?!
-Eiii... nie denerwuj się.-Powiedziałem.-Złość piękności szkodzi.
-No ok.-Uśmiechnęła się...Upadłbym gdybym nie siedział.
Jej uśmiech powalał.
-Sarah.-Podała mi rękę.
-Christian Coma ...w skrócie CC.-Uścisnąłem jej delikatną rączkę.
Znowu się uśmiechnęła.
Przegadaliśmy kolejną godzinę.
Dowiedziałem się ,że mieszka niedaleko nas,ma psa, pracuje jako kelnerka w "Dragon's Hell" i tak dalej.
Potem nawet pograliśmy w łapki.
#Kim
-Kurwa...-Szepnęłam do siebie, ponieważ Księżniczka Amy już dawno chrapała.
Nie mogłam uwierzyć w to ,że spotkałyśmy BVB i ,że są oni tak zajebiści...to znaczy ,wiedziałam ,że są zajebiści ,ale nie ,że aż tak.
Było nawet miło... dopóki nie przypomniałam sobie Nikodema ... "Kocham Cię" ...
Dlaczego nic mi nie powiedział?! Pieprzony egoista..
Spojrzałam na Amy.
-Ja pierdole...
W jej kieszeni zobaczyłam śpiącego chomika. 
Delikatnie go wyjęłam i położyłam na kolanach ,a ten spojrzał na mnie oburzony.
"Ludziu jakim prawem ty mnie budzisz?! "- Pomyślałam i zaczęłam chichotać
Do końca lotu bawiłam się z chomickiem...a Amy chrapała...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Proszę ^^ Macie następny :3 Przepraszamy ,że tak długo... W sumie to tylko mi się nie chciało pisać ...ale pomińmy ten fakt :* Nom ...to teraz czytać i komentować miśki  ;*