Kochani ;_; wybaczcie mi, że ten rozdział tak późno ;cc ale w ogóle nie mogłam się za niego zabrać ;_; Niby wena jest, ale czasu brak ;c
______________________________________________________________________________
#Ashley
Kiedy lekarz powiedział, że muszą reanimować Amy, wybiegłem z sali na korytarz, a będąc na korytarzu pobiegłem do wyjścia ze łzami w oczach. Przed szpitalem był murek, na którym usiadłem i schowałem twarz w dłonie. Przecież nie mogę stracić Amy ! Może i znam ją krótko, ale ja już wiem, że ona może być tą jedyną. Czułem wzrok ludzi na sobie. Olewałem to. Siedziałem jeszcze tak przez moment gdy nagle poczułem, że ktoś ciągnie mnie za nogawkę. Podniosłem głowę, a przed sobą zobaczyłem małą dziewczynkę.
-Czemu pan płacze?-zapytała słodkim głosikiem
-Coś do oka mi wpadło.-odpowiedziałem z myślą, że uwierzy.
-Nie prawda.-powiedziała patrząc mi się prosto w oczy.
W jej oczach było coś tajemniczego coś takiego innego.
-Pana znajoma jest reanimowana. Ale niech pan nie płacze, będzie żyć i to długo.
Uśmiechnęła się do mnie i odeszła. Zaskoczyła mnie jej odpowiedź. Nagle poczułem wibracje telefonu. Natychmiast wyciągnąłem go z kieszeni i zobaczyłem , że dzwoni do mnie Andy. Szybko odebrałem.
-Andy co jest?
-Chodź tu szybko!-usłyszałem po drugiej stronie.
Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do środka. Na środku korytarza przy drzwiach do sali Amy znajdowała się duża plama krwi , a w pobliżu nie widziałem Andy'ego.
-Co się stało ?-szepnąłem do siebie.
Na ramieniu poczułem czyjąś dłoń, momentalnie się odwróciłem. Za mną pojawił się zrozpaczony Andy. Patrzył tylko na mnie małymi oczami. Tak w ogóle to gdzie Kim?
-Co jest ?-zapytałem pełen obaw.
-Kim.. Ona.. Ona jest na sali operacyjnej.
Spojrzałem na niego i nie wiedziałem co powiedzieć. Andy usiadł na krześle patrząc na ścianę przed sobą.
-Ale co się stało ?-zapytałem
Nie, nie usiadłem ani nie stałem. Klęknąłem przed przyjacielem i patrzyłem na niego czekając na jego odpowiedź. Andy cały czas milczał nawet na mnie nie patrząc.
-Andy....-zacząłem.
-Mamo patrz ! Pan się panu oświadcza.!-krzyczała jakaś dziewczynka.
-Dziecko chodźmy stąd szybko.-warknęła kobieta, która nas zmierzyła od stóp do głów.
Spojrzałem na Andy'ego, który patrzył się na kobietę jak nie z tego świata. No niech sama pomyśli. Oświadczyny w szpitalu w dodatku z facetem?! Chyba musiała zjeść coś przeterminowanego na obiad. Ja nie rozumiem. Jak można tak powiedzieć w szpitalu?! Ugh , co za ludzie na tym świecie człapią na dwóch patykach. Po chwili mijała nas pielęgniarka, wioząca na wózku prześcieradła.
-Halina!-krzyczała.-Brakuje mi jednego prześcieradła!!
-Danka! Ja nie rozumiem , jak można zgubić prześcieradło?!
Czy one normalne? Krzyczą w szpitalu, gdzie powinna być praktycznie kompletna cisza.
-Niech panie nie krzyczą.-warknął Andy.
Kobiety na niego spojrzały, wymieniły się spojrzeniami i odeszły PO CICHU. Aż dziwne. Siedziałem z Andy'm jeszcze jakieś kilka minut, gdy nagle podszedł do nas lekarz. Jeszcze go tu nie widziałem. Miał lekko siwe wąsy , był gdzieś około sześćdziesiątki, na nosie miał okulary, które co jakiś czas mu zjeżdżały.
-Rodzina?-pytanie kierował do Andy'ego.
-Jestem jej chłopakiem.-odpowiedział bez zastanowienia.
Lekarz powiedział, że z Kim jest w porządku. Nic jej nie grozi i może do niej pójść.
-Ja zostanę.-powiedziałem
Andy kiwną głową na 'ok' i poszedł za lekarzem, który miał go zaprowadzić do Kim. A właśnie... Andy powiedział, że Kim to jego dziewczyna... Czyżby się zakochał? No nic. Zapytam się go później, a teraz to czekam na wieści o Amy. Martwię się, bo nikt długo nie wychodzi.
*15 minut później*
Ja już praktycznie zasypiałem na krześle w szpitalu. Dalej nic nie wiem o stanie Amy. Nie mam się kogo zapytać, bo żadnego lekarza nie widzę. W pewnym momencie odpłynąłem, byłem za bardzo zmęczony już. Nagle poczułem jak ktoś szturcha mnie w ramię. Otworzyłem swoje zaspane oczy i spojrzałem na potwora, który to zrobił. A nie to nie potwór, to tylko Jake z CC'em. Popatrzyłem na nich tylko z mordem w oczach. Jak śmieli mnie obudzić, ach no tak przecież w szpitalu siedzę.
-Gdzie Andy?-odezwał się CC
-Andy? Jaki A...? a no tak , jest u Kim.
Oboje patrzyli na mnie jak na idiotę. No co ? Człowiek nie może być zaspany? Dobrze wiedzą jaki wtedy jestem. Musiałem zrobić niezłą minę, myśląc o tym, bo i Jake i CC zaczęli się śmiać.
-Idioci.-szepnąłem
#Kim
Leżałam wyczerpana w sali szpitalnej. Ściany jak to w szpitalu były całe białe. Po drugiej stronie stało puste łóżko czyli na sali będę sama. Ech, nie znoszę samotności w takim miejscu. A nie będę się tu męczyć. Prześpię się i może poczuję się choć odrobinę lepiej. Zamknęłam oczy i... i usłyszałam jak ktoś wchodzi do sali. Nie , nie otworzyłam ich. Udałam, że się. Nie mam siły z kimkolwiek rozmawiać. Ktoś przysunął krzesło obok mojego łóżka i usiadł po cichu. Ciekawość mnie trochę zżerała kto to, ale chyba domyślam się któż to przyszedł. A mianowicie Andy. Poczułam na sobie jego delikatną dłoń. Nie mogłam wytrzymać tego dotyku i musiałam otworzyć oczy.
-Kim.. Nie śpisz.-uśmiechnął się.
-A no nie śpię, nie śpię.-odwzajemniłam uśmiech.
Patrzył na mnie z wielkim zainteresowaniem. Poczułam, że robię się czerwona na twarzy. Niech te rumieńce szlag trafi no.
-Rumienisz się.-powiedział dalej patrząc na mnie.
-Ja ? Ja nie.. ja się nie rumienię. Nigdy.
Próbowałam jakoś wybrnąć z tej całej sytuacji, ale Andy był uparty i ciągle powtarzał, że się rumienię.
-Ślicznotko, nie wolno kłamać.-śmiał się i ciągle patrzył na mnie.
-Andy !-pisnęłam
Znowu poczułam rumieńce na swojej twarzy. No utłukę go tłuczkiem do kotletów i uduszę, potem go ożywię i palne w kudłaty łeb.
-Ha ! I co, miałem rację. Rumienisz się kwiatuszku.
Co jest z Andy'm? Najpierw nazywa mnie ślicznotką, teraz kwiatuszkiem. Jak nazwie mnie następnym razem?
-Andy...-zaczęłam.- Wiesz może co jest z Amy?
Popatrzył na mnie lekko smutnym wzrokiem. Nie lubię takich momentów. Mam wrażenie, że coś się nie udało i że...
-Nie wiem nic...-powiedział po chwili.-Nikt nie wychodzi, nikt nic nie wie. Ashley siedzi na korytarzu i czeka choć na jakąś informację o stanie Amy.
Od razu posmutniałam. Amy nic nie może się stać. Wyjechałyśmy z kraju tutaj po to aby spełniać swoje marzenia. Żeby spotkać Black Veil Brides (co nam się udało), żeby szaleć, a nie leżeć w szpitalu zaraz po przyjeździe tutaj. Amy musi żyć. Nie odzywałam się nic, a nic. Andy też milczał. Panowała u nas grobowa cisza, gdy nagle zadzwonił telefon do Andy'ego.
-To Ash.-powiedział.
-Odbierz!
Andy odebrał telefon i rozmawiał chwilę z przyjacielem. Z rozmowy nie mogłam wyczaić o co dokładnie chodzi.
-O co chodzi?-zapytałam gdy Andy schował telefon do kieszeni.
-Z Amy jest wszystko dobrze, Ashley właśnie jest u niej na sali. Fakt nie rozmawiają, bo śpi, ale lekarze powiedzieli, że nie ma zagrożenia dla życia.
Jak mi ulżyło. Całe szczęście, że nic jej nie jest. Ja Amy kocham jak własną siostrę i nie wiem co bym zrobiła jakby coś jej się stało.
-Ale Kim... Mam złe wieści.
Ton nie miał za wesoły. Lekko się wystraszyłam.
-Muszę spadać już.-mówił smutnym głosem
-Dlaczego?-posmutniałam
-Trzeba pokoje przygotować.
-Jakie pokoje?-zapytałam
-Będziecie mieszkać u nas. Wasze bagaże są już na swoich miejscach.
Czy Andy właśnie mi powiedział, że zamieszkamy z nimi?! Jak to możliwe? Jejku jak ja się cieszę, ale na razie nie pokaże tego po sobie.
-W takim razie, muszę cię opuścić. Wybaczysz mi?
-Tak, tak pewnie wybaczam.
Andy powoli wstał z krzesła i nachylił się nade mną. Swoimi niebieskimi oczami, patrzył prosto w moje. Czułam jego oddech na mojej twarzy, był taki ciepły. Po chwili poczułam jego wilgotne wargi na moich ustach. Czule mnie pocałował, a ja pogłębiłam pocałunek. Ten pocałunek był prawdziwy, czułam to w sercu. Pocałunek z Andy'm był całkiem inny niż z chłopakami, z którymi byłam.
-Przyjdę jutro ślicznotko.-cmoknął mnie w policzek i wyszedł.
Tyle wydarzeń w tym dniu, to znaczy wieczoru. Za dużo jak na dzisiaj, muszę się przespać. Gdyby nie Andy to pewnie bym już z jakieś kilkanaście minut bym spała.
#Andy
Nie chciałem wychodzić z sali Kim. Pocałunek z nią był niesamowity. Chciałbym dzień w dzień budzić się obok niej i zasypiać. Jeszcze do żadnej dziewczyny nie ciągnęło mnie jak do Kim. Ona jest jedyna w swoim rodzaju, nie robi z siebie żadnej damusi. Kim po prostu jest sobą. Kiedy wyszedłem od ślicznotki, poczułem w żołądku jakiś taki dziwny ucisk. Szedłem wzdłuż korytarzem w miejsce gdzie zostawiłem Ashley'a. Ashley już wyszedł z sali i siedział na krześle na korytarzu z dłońmi na twarzy. Szybko do niego podbiegłem dowiedzieć się co jest grane.
-Ash! Co jest?
Ashley podniósł głowę i patrzył na mnie.
-Zabierz... stąd... tych... dekli...-powiedział wskazując na Jake'a i CC'ego całujące...
Chwila, chwila! Co on robi?! On całuje ścianę szpitalną?! No pogięło go?
-CC! Uspokój się!
Christian od razu się opanował i spokojnie do mnie podszedł. Myślałem, że wyrwę mu kłaki z głowy.
-Czy ciebie popieprzyło?-warknąłem.-Weź się opanuj! Jesteś w szpitalu tak?
-Dooobra , Andy wyluzuj. Jak tam Kim?
Na wspomnienie jej imienia stanęło mi coś w gardle. Nie mogłem nic powiedzieć tylko się na niego patrzyłem. Chyba się w niej zakochałem, nie chyba tylko na pewno. Wcześniej wmawianie lekarzowi, że to moja dziewczyna, potem ten pocałunek.
-Andyyyyyy...
-Em.. co jest?
-CC się coś ciebie zapytał.-wtrącił się Jake.
Ugh , znowu się zamyśliłem. Cała trójka patrzyła się na mnie z wielkim zainteresowaniem. Co ja teraz mam im powiedzieć ' chłopaki! wiecie co? zakochałem się w Kim! ' . Nie no aż tak to mnie jeszcze nie pierdykło w ten kudłaty łeb. Nic im nie powiem. Jeszcze. Może kiedy indziej.
-Andy? Coś przed nami ukrywasz.-odezwał się Jake
Ashley siedział cicho i tylko patrzył z uśmiechem na mnie. On to chyba się domyśla co jest grane. Zawsze odczyta z moich oczu, że się zakochałem albo, że coś rozjebałem.ZAWSZE. On jest jak brat bliźniak.
-Jedziemy do domu. Musimy przygotować pokoje dla dziewczyn wcześniej.-powiedziałem i ruszyłem w stronę drzwi.
Szedłem całkiem z przodu. Za mną szedł Ashley, a Jake z CC'm szli na końcu. Dobrze, że Jake będzie prowadził, muszę przemyśleć to i owo. Po paru minutach siedzieliśmy w samochodzie. Jake za kierownicą, Ashley z boku, a CC usiadł ze mną z tyłu. Nikt nic się nie odzywał. Zauważyłem, że Ash pisze sms-a do kogoś. Ciekawe. Nagle w kieszeni poczułem wibracje telefonu. Dostałem sms-a od... Ash'a.
*Andy... Zakochałeś się w Kim prawda?
Mówiłem? Ashley zawsze wie o co chodzi.
*Ashley.. chyba tak. Ja nie wiem co mam robić. Skąd mam wiedzieć, czy ona będzie ze mną chciała być?-odpisałem mu.
Nie ma to jak pisać sms-y z osobą, która siedzi w tym samym samochodzie.
*Andy.. Skoro coś do niej czujesz to jak wróci razem z Amy do domu to porozmawiaj z nią. Musisz to załatwić. Serio mówię.
Tak teraz ciekawi mnie czy Ashley coś czuje do Amy. Widziałem go jak się zachowywał gdy reanimowali Amy. On.. cierpiał. Niby znamy je krótko, ale... ech.
*Ashley? A ty coś do Amy czujesz?
Musiałem to napisać, ciekawość mnie troszkę zżera, a skoro on już wie o mnie, to ja mam prawo wiedzieć o nim. Ja nie jestem taki, że wyczytam z niego, że jest zakochany. Nie potrafię tego.
*TAK!
*Powiesz jej to?
Ash szybko odpisuje na sms-y. Aż musiałem się lekko zaśmiać.
-Z czego się cieszysz?-śmiał się CC.-Z kim romansujesz? Pokaż! Pokaż mi!
-Wara od mojego telefonu..-syknąłem
*Oczywiście, że jej powiem, umarłbym gdybym tego nie zrobił.
-CC ! Odczep się od mojego telefonu! Nie masz prawa go dotykać ! This is my!
Christian od razu odkleił się ode mnie i przykleiwszy się do szyby i oglądał miasto wieczorem. Po 15 minutach w końcu dotarliśmy do domu. Chyba dzisiaj nie dam rady nic już zrobić z pokojami Amy oraz Kim. Za bardzo zmęczony jestem. Jeszcze nie weszliśmy do domu, a ja już padam.
-Cholera! Zapomniałem kluczy!-klął Jake
No po prostu świetnie. To ciekawe jak my teraz wejdziemy do domu.
-JINXX! OTWIERAJ TE DRZWI! WPUŚĆ NAS DO DOMU!- Ash krzyczał i walił pięściami w drzwi.
-Zombie atakują czy co?!-słychać było zaspany głos Jinxx'a, który po chwili pojawił się w drzwiach.
-O cholera! Miałem rację! Jak wy miśki moje mhroczne wyglądacie?! Papcio Jeremy zaraz się wami zajmie...zrobię wam herbatki położę spać...
-Po prostu wpuść nas do środka.- Warknął Jake i przepchnął się koło "Papcia" by po chwili zniknąć w swoim pokoju.
Wymieniliśmy zaskoczone spojrzenia.
-A ja poczekam na tą herbatkę w swoim pokoju. -Powiedział CC i również poszedł do siebie.
Jinxx spojrzał na nas.
-A wy?-Zapytał szczerząc się jak zbieg z psychiatryka.-Eii wy! słyszycie mnie?!
Ash zaczął skakać jak smerf do swojego pokoju nucąc pod nosem la la lala la to jest smerfów świat.
-Andy...co mu jest?
-Przyłapałem go w szpitalnym laboratorium ja wąchał jakieś buteleczki...może to od tego? Hmm...
-No nic.. Ehh. Chcesz herbatki?
-Nie dzięki... ja chcę jeszcze trochę pożyć.- Wytknąłem język i w podskokach (co dziwne, bo przecież padałem z nóg) poleciałem do swojego pokoju.
Na ostatnich dwóch schodkach wymiękłem i z trudem doczłapałem się do siebie.
Od razu gdy przyłożyłem głowę do poduszki odpłynąłem.
...
Która godzina? Za oknem strasznie ciemno...
00:00
Dziwna pora na pobudkę...
Nie mogłem zasnąć, więc pomyślałem, że zabiorę się za pokój Kim.
Był czarno biały...o to postarał się Jinxx.
Zamiast paneli miał dywan, więc mogłem spokojnie ustawiać meble bez większego hałasu.
Skończyłem gdzieś koło trzeciej w nocy...nie wiedziałem jak je ustawić i nic mi nie pasowało, więc próbowałem kilku kombinacji, aż wybrałem tą jedną. Mam nadzieję, że Kim się spodoba.
Łóżko było ogromne i zajmowało pół pokoju...chyba czas je przetestować...
12:00! Kurwa! Zaspałem!
Chwila... gdzie ja do cholery jestem?! A tak pokój Kim.
Pobiegłem do swojego pokoju i wciągnąłem spodnie męcząc się chwilę z paskiem.Złapałem koszulkę i po chwili biegłem po schodach próbując ją założyć. Oczywiste jest to, że potknąłem się na końcu i jak długi runąłem na ziemię ...zajebiście.
-Kurwa.- Mruknąłem pod nosem.
Przebiegłem przez kuchnie gdzie Jinxx spokojnie przeżuwał naleśniki... jak taka krowa i zgarnąłem kluczyki od samochodu.
Dwadzieścia minut później byłem już pod szpitalem. Szybko znalazłem salę, w której już czekała spakowana Kim.
-Wybacz, że musiałaś czekać.-Przeprosiłem przekraczając próg.
-O... Hej.-Uśmiechnęła się.-Nie no spoko.
Podszedłem do niej i przytuliłem.
-Wiesz, że musimy porozmawiać?- Szepnąłem...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i macie rozdział sępy jedne ;*
Tutaj jest tyle dobrego *,* Wyliczę w punktach,ok? :)
OdpowiedzUsuń*Dziewczynka pocieszająca Ashleya <3 To było takie cudne *,* jak w jakimś filmie!
*,,Pan się panu oświadcza!" XD w takim dramatycznym momencie zaczęłam się śmiać. Dzięki ;P to wina mojej wyobrażni.
*Kim i Andy *,* piękne
*Dobrze zrozumiałam? CC całujący ścianę? Ahahahahaha :>
Dobrze, że po takim dramacie, wszystko jest już dobrze ;) fajnie napisane, są momenty komiczne. Cudo! <3 czekam na nexta i informować! :*
*Halina, Danka i ręczniki xD dalej cieszę moją durną mordę xD
*
Dziękujemy za motywacje ^.^
UsuńW takim momencie!? Serio?!
OdpowiedzUsuńDziewczynka... też spotkałam takie dziecko. Tylko że ja akurat siedziałam spokojnie przez godzine na chodnikuXD "Wszystko będzie dobrze" aż polubiłam dzieci :)
Pielęgniarki i dziecko mnie rozwaliły.
Oni są tak słodcyyy... zrekompensowałyście mi 2 miesiące nie słodzenia herbatki od Jinxxa!
Coś czuje, że nasz Andy dużo czasu spędzi w pokoju Kim.. :3 <3
CC! Ściana jest moja! Won od niej!
Rozdział świetny. <3 Nie mogę się doczekać kolejnego! :* Informuj mnie! :*
http://hellomyhatebvb.blogspot.com/
Nowy u mnie c= Tylko proszę, nie zabijajcie mnie! :c
OdpowiedzUsuńooo czekem na nexta
OdpowiedzUsuń:)
U mnie następny, zapraszam :)
OdpowiedzUsuń"Tutaj jest tyle dobrego *,* Wyliczę w punktach,ok? :)
OdpowiedzUsuń*Dziewczynka pocieszająca Ashleya <3 To było takie cudne *,* jak w jakimś filmie!
*,,Pan się panu oświadcza!" XD w takim dramatycznym momencie zaczęłam się śmiać. Dzięki ;P to wina mojej wyobrażni.
*Kim i Andy *,* piękne
*Dobrze zrozumiałam? CC całujący ścianę? Ahahahahaha :>
Dobrze, że po takim dramacie, wszystko jest już dobrze ;) fajnie napisane, są momenty komiczne. Cudo! <3 czekam na nexta i informować! :*
*Halina, Danka i ręczniki xD dalej cieszę moją durną mordę xD"
W pełni się z tym zgadzam muahahah <3 lecam dalej ^^