#Amy
Leżałam sobie wygodnie w łóżku szpitalnym, kiedy nagle zauważyłam, że otwierają się białe drzwi. Ehh... Powoli zaczynam nienawidzić biały kolor. W drzwiach zobaczyłam zmieszaną Kim. Z jednej strony cieszyłam się, że przyszła, ale jednak jak sobie pomyślę, że wtedy mnie zostawiła nie dowiadując się co ze mną to trochę mi smutno jest.
-Em, hej Amy. Jak się czujesz?
-Cześć. Jak się czuję? Znacznie lepiej, mam dość tego miejsca.-powiedziałam
-Amy...Jest mi strasznie głupio, że wtedy nie przyszłam ciebie odwiedzić.-tłumaczyła się Kim
Kim zawsze tak ma, że się tłumaczy. Nie ważne co się stało.
-Kim,nie musisz mi się tłumaczyć...
-Ale Amy...
-Weź przestań. Fakt było mi smutno z tego powodu i wg, ale wybaczam ci. Kobieto, w którym ty wieku żyjesz?
Zauważyłam, że Kim lekko się uśmiechnęła. Wzięła krzesło, które stało pod ścianą, postawiła obok mojego łóżka i usiadła. Żadna z nas przez jakiś czas się nie odzywała i to u nas jest bardzo dziwne.
-I czemu nic nie mówisz?-powiedziałyśmy równocześnie
My jak to my zaczęłyśmy się śmiać.
-Ej Kim, a jak tam w domu z chłopakami?-zapytałam ciekawa
-Wiesz... Coś czuję, że nasze psychiki szybko pójdą się walić. Zachowują się jak rozwydrzone dzieciaki.
Po tych słowach zaczęłam się śmiać. Śmiałyśmy się obie przez jakąś chwilę.
-Dobrze, że czujesz się lepiej,
Kim wypowiedziała te słowa, wstała i mnie przytuliła.
-RZYGAM TĘCZĄ!!-usłyszałyśmy po chwili.
Do sali wszedł Ashley, Jake, Jinxx, a także Christian. Ashley podszedł do mojego łóżka, złapał za moją dłoń, pochylił się nade mną i pocałował delikatnie w mój czerwony policzek. A czemu czerwony? Bo zaraz po tym jak wszedł do sali, poczułam ciepło na twarzy. Już dobrze wiedziałam, że się zarumieniłam.
-Kooogoś mi tu brakuuuujeeee.- zaczęłam
-A właśnie... Gdzie Andy?-odezwał się Christian
I po chwili już było wiadomo, gdzie się podziała nasza zguba.
-Nie...mogliście...na...mnie...poczekać? MÓWIŁEM WAM ŻEBYŚCIE ZACZEKALI!!!
Każdy na każdego się popatrzył nie mówiąc przy tym ani słowa, a zmęczony Andy, usiadł na kolanach u Ashley'a, który przed chwilą sobie wygodnie usiadł.
-No heej piękny.-szepnął Andy, ale tak szepnął, że wszyscy to usłyszeli.
-Oj no wiem, że jestem piękny, ale ... Ej chwila! Że co proszę?!
-Rzyyyyygaaaaaaam tęęęęęęęęcząąąąąąą!-odezwała się Kim
-Ja również...-powiedział Jake
-Ja tym bardziej.-szeptał Christian
#Ashley
Jeszcze trochę i normalnie szlag mnie trafi! Od czego są te moje biedne kolana? Żeby sobie na nich siedzieć jak na tronie? Andy może i jest chudy, ale jak siedzi dłużej to nogi zaczynają boleć.
-Długo jeszcze?-zapytałem
Nie usłyszałem odpowiedzi tylko Andy od razy zszedł mi z kolan i poczułem wielką ulgę. Nie wiem czemu teraz tak się po prostu wyłączam. Muszę wyjść na chwilę na zewnątrz.
-Ja zaraz wrócę.
Wstałem z krzesła i skierowałem się prosto do drzwi sali. Wyszedłem i szedłem korytarzem przed siebie. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Tam, w sali gdzie leży Amy, tak nagle jakoś straciłem humor, jejku co się ze mną dzieje? Byłem tak zamyślony, że wpadłem na pielęgniarkę.
-Przepraszam panią bardzo.-powiedziałem.
-Następnym razem niech pan uważa i patrzy gdzie idzie.
Wyszedłem na zewnątrz i rozejrzałem się za jakąś wolną ławką żebym mógł usiąść. Gdy tylko zobaczyłem w pobliżu ławkę, poszedłem tam i usiadłem. Nie wiem czemu zacząłem rozmyślać o tym wypadku. Co w ogóle się stało?
-A dobra, było minęło.-powiedziałem do siebie.
Wstałem i wróciłem do szpitala, wyszedłem jakiś przybity, a wróciłem z lekkim uśmiechem na twarzy. Musiałą to być chwila słabości.Wszedłem do sali Amy i poczułem na sobie oczy wszystkich.
-Ym... mam coś do twarzy?-zapytałem
-Nie skądże.-usłyszałem w odpowiedzi.
-Amy za parę dni wychodzi.-powiedziała uśmiechnięta Kim
-O super!!
O kurczę, trzeba szybko pokój dla niej przygotować.
-No a my zaraz spadamy do domu.-rzekł CC
-No a jaw końcu sobie pośpię.-zaśmiała się Amy
-To podnosimy dupeczki!
Niechętnie wstałem z krzesła, każdy pożegnał się z Amy mówiąc, że jutro się zobaczymy. Ja zostałem na koniec, kiedy wszyscy wyszli z sali, sam na sam z Amy. Patrzyliśmy sobie w oczy nic nie mówiąc.
-Coś się stało?
-Masz piękne oczy...
Amy się słodko zarumieniła
-Dzię-dzięku-je
-Za prawdę się nie dziękuje. A teraz wybacz mi, ale muszę iść bo kretyni pojadą beze mnie
-Idź, idź.
Pochyliłem się nad nią i ... Pocałowałem ją. Bez problemu odwzajemniła pocałunek. Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem. Spojrzałem jej w oczy, miała w nich coś takiego innego, one były takie... tajemnicze.
-Leć już.-zaśmiała się
-Do zobaczenia.-powiedziałem i wyszedłem.
#Christian
Wyszliśmy na zewnątrz na parking i czekaliśmy na Ashley'a. Menda długo się żegna z Amy, coś tu się święci. Nie wiem co, ale ja się kurczaczki dowiem co się wydarzy. Czuję, że to na zwykłej znajomości się nie skończy. Ten wzrok Purdy'ego gdy patrzy się na Amy jest całkiem inny niż taki, którym gapi się na plastikowe blondysie.
-Ash już idzie.- wyrwała mnie z zamyślenia Kim.- Okej w takim razie ja biorę motor, ktorym przyjechałam, a wy jedzcie po jakieś zakupy to zrobię coś na kolacje.-powiedziała i odeszła w stronę motoru. O matko.. Nasza piątka w jednym sklepie to będzie masakra.
-Ładować dupy i jedziemy!- odezwał się Andy.
Za kierownicą miałem być JA , najlepszy kierowca w Los Angeles. Ale nie. Bo wielce dobry tatuś Jinxx'uś będzie prowadził. Ależ to nie sprawiedliwe. Andy usiadł z przodu jako pasażer a reszta do tyłu. Jeju i ja mam siedzieć koło Ashley'a, przecież on mi jeszcze coś zrobi. Albo i nie, nie wiem już, poczekam i zobaczę ha!
**kilkanaście minut później**
Kiedy tylko weszliśmy do sklepu razem z Biersack'iem dorwaliśmy wózki i zaczęliśmy się wozić. Ludzie durnowato się na nas patrzyli, ale zbytnio nie przejmowaliśmy się nimi.
-CC!-usłyszałem.- Do mnie z tym wózkiem.-nakazał Jinxx
Ferguson zaczął ładować do wózka jakieś warzywa.
-No niee...-jęczał Jake.- Tylko nie too. Nie rób nam tego.
-Ty, tyy. Trzeba w końcu zacząć się dobrze odżywiać a nie tylko fast foody.
Zostawiłem mu ten wózek niech sobie z nim robi co chce, ja idę poszukać Andziulka. Tylko pytanie gdzie on polazł ? Skierowałem się w dział alkoholu, ale tam był tylko Purdy.
-Ej Ash! Nie widziałeś Andy'ego?
-On gdzieś tam polazł.-wskazał mi palcem, ale nie bardzo ogarnąłem, w którą stronę bo Ash nawet nie spojrzał na mnie tylko od razu gdzieś machnął ręką. Najwyżej trochę sobie pochodzę. Przeszedłem kilka metrów i zauważyłem jak ładował chipsy do wózka.
-Ha! Dostaniesz pewnie zjebę od Jinxxa.-zaśmiałem się
-Niby dlaczego?
-Nasz 'ojczulek' do wózka ładuje same 'zdrowe rzeczy' , więc nie bardzo wiem jak potraktuje ciebie z tymi chipsami i...-zajrzałem do wózka- tyloma słodkościami.-dokończyłem patrząc na niego.
-No co się tak patrzysz?
-A co nie mogę? Dobra chodźmy już bo pewnie Jinxx już przy kasie.
I jak tylko poszliśmy tam, zauważyliśmy reszte ekipy jak dają towar na taśmę. Jake wydawał się jakiś taki...blady.
#Jake
Dosłownie w ciągu kilku minut spędzonych w sklepie coś źle się poczułem, było mi bardzo duszno. Chciałem jak najszybciej wyjść ze sklepu, ale duża ilość osób, która była przy kasie uniemożliwiała mi to. Zauważyłem w końcu, że CC mi się przygląda aż wreszcie podszedł do mnie.
-Jake? Wszystko w porządku?-złapał mnie za ramię i zapytał.
-Nie, nie jest w porządku. Coś źle się czuję.
-Nie dość, że słychać że źle się czujesz to i widać z daleka. Chłopie ty jesteś cały blady!
-Chłopaki, ruszać tyłki trzeba szybko Jake'a zawieźć do domu.-zakomunikował CC
W ciągu kilkunastu minut byliśmy w drodze do domu...
_____________________________________________________________________
No cześć Miśki ! ^.^ Bardzo przepraszamy , przepraszamy i przepraszamy, że tak późno jest dodany powyższy rozdział. Ale jak wiadomo, nie ma za wiele czasu... szkoła, nauka i inne zajęcia. Ale... Jak widać wróciłyśmy z nowym rozdziałem i mamy nadzieję, że Wam się podoba ^^ Do następnego Kochani ! <3
~Elizabeth.
KURWA.
OdpowiedzUsuńJAK COŚ ZROBISZ JAKE'OWI, TO CIĘ ZGWAŁCĘ SZCZOTKĄ NA BABCINEJ ŁAWCE POD RATUSZEM!!!
WRR -,-
JAKE'A SIĘ NIE RUSZA ;-;
Ale serio chcę wiedzieć, co z tego wyniknie :D
Zapraszam:
heart-of-fire-story.blogspot.com
your-my-sweet-blasphemy.blogspot.com
apocalyptic-friendship.blogspot.com